sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 26

Popatrzyłam w jego oczy, odwróciłam się i odeszłam. Nie chce go znać, widzieć i nie mieć nic z nim wspólnego. Usiadłam na kanapie razem z jedzeniem. Niedługo później dołączył do mnie Neymar. Usiadł koło mnie i przytulił.
-Co on tu robi?-spytałam jak głupia, bo pewnie Neymar wie co on tu robi ale jak widać pracuję. Czyli jednak te plotki na jego temat się potwierdziły, to że wyjechał.
-Nie wiem ale spokojnie nie musisz się go obawiać. Niedługo wyjeżdżamy i nie zobaczysz go przez wakacje.
-Tak, ja jadę do Polski, ty do Brazylii-westchnęłam.
-Tak-on także to zrobił-a właściwie to po co tam jedziesz?
-Moja mama ma urodziny i sam rozumiesz-mówiłam ciągle przytulona w tego twardy, umięśniony tors, który skrywał się pod cienką warstwą materiału.
-Rozumiem.
-Jemy?-spytałam, bo chciałam zmienić temat.
-Tak, pójdę to talerze-Ney wstał i poszedł do kuchni, by po chwili wrócić do mnie. Otworzył pudełka z pizzą i nałożył mi i sobie. Jedliśmy w ciszy ale ja miałam z tym mały problem, bo musiałam jeść lewą ręką a nie jestem do tego przyzwyczajona. Jakoś dałam radę.
-Dziękuję-powiedziałam, postawiłam talerz na stolik i opadłam na kanapę. Jak ja się najadłam. Neymar zjadł jeszcze dwa kawałki i także odpuścił. Z mojej pizzy zniknęły dwa kawałki a z jego aż sześć. Nie wiem gdzie on to zmieścił. Zawszę myślałam, że piłkarze nie mogą tyle pochłaniać ale widocznie się myliłam. Brazylijczyk jest świetnym przykładem tego zjawiska.
-Ale się najadłem-opadł na kanapę tak jak ja.
-Neymar a gdzie tak właściwie wszyscy?-zapytałam, bo kiedy się obudziłam nikogo nie widziała. Ani Rafy, Daviego, Jo ani Gila. Gdzie oni się wszyscy podziali?
-Rafaela zabrałam małego do koleżanki a chłopaki nocują u Daniego, bo nie chcieli nam przeszkadzać.
-Ale przecież oni nie przeszkadzają.
-Mi to mówisz?
-Neymar ja tak nie chcę.
-Jak?
-To, że kazałeś mi się tu wprowadzić to jedna sprawa ale to, że oni się wyprowadzili to zupełnie co innego. Nie chcę być przeszkodą i zmieniać wam życia-wstałam szybko z kanapy i udałam się do pokoju. Zamknęłam szybko drzwi w obawie, że Neymar za chwile wejdzie. Nie myliłam się tak się stało. Na szczęście zdążyłam wyjąć torbę i spakować kilka ubrań.
-Co ty wyrabiasz?!-zapytał krzycząc. Podszedł do mnie i zabrał torbę. Właściwie to wyrwał mi ją z ręki i rzucił ją za siebie. Trochę się przestraszyłam jego zachowania i cofnęłam się krok w tył. Patrzył na mnie ze złością?
-Neymar-wyszeptałam. Głowę miałam spuszczoną w dół. Nie chciałam na niego patrzeć, bo trochę się przestraszałam.
-Z czym ty masz problem?!-krzykną. Nie odpowiedziałam. Czułam jak moje serce przyśpiesza a do oczu napływają łzy-Tessa! Pytam się-warknął. Zachowywał się zupełnie jak nie on. Był okropny. Nie takiego Neymara znam i kocham.
-Daj mi spokój i pozwól wrócić do domu-powiedziałam cicho, bo na moich policzkach znalazł się strumień słonej cieczy.
-Boże...-powiedział i uderzył się otwartą dłonią w czoło. Wykonał tak zwanego facepalma. Odważyłam się i spojrzałam mu w oczy. Ujrzałam w nich ból, smutek i coś na wzór przeprosin. Mogę stwierdzić, że żałował.
-Ney-po raz kolejny tego dnia wyszeptałam jego imię. Chciało mi się strasznie płakać. Nie wytrzymałam.
-Nie Tessa, proszę-tym razem powiedział już normalnym tonem. Wiedziałam, że żałuje tego jak się do mnie zwrócił. Powoli zbliżył swoją dłoń do mojego policzka i delikatnie otarł łzy, które znajdowały się na mojej twarzy-przepraszam-wyszeptał.
-Nie to ja przepraszam, nie powinnam tak reagować.
-Nie to właśnie ty masz rację. Chłopaki, Rafa i Davi powinni być tutaj z nami a nie szlajać się po znajomych.
-Neymar jutro wracam do domu.
-Nie Tessa. Już ci mówiłem coś na ten temat i nawet o tym nie myśl.
-To mam ci, wam siedzieć na głowie?
-Tessa nikomu nie siedzisz na głowie. Rozmawiałem z nimi i się zgodzili. Zdradzę ci nawet, że to był pomysł Jo.
-On chciał żebym tu zamieszkała?-zdziwiło mnie to bardzo.
- Tak. Jota wpadł na ten pomysł abyś tu zamieszkała a wtedy wszyscy chórem się zgodzili i nie miałem nic do gadania.
- Chyba muszę mu bardzo podziękować.
- Oby nie za bardzo.
- Zazdrosny?
- O ciebie? Zawszę.
- Neymar ale mam jeden warunek.
- Jaki?
- Będzie tak jak dawniej. Jakby mnie tu nie było.
- Będzie jak dawniej ale też jakbyś tu była-zaśmiał się-przepraszam za moje zachowanie.
- Nie przepraszaj - podeszłam do niego, spięłam się na palce i pocałowałam go w usta.
- Tessa?
- Tak?
- Przyjdziesz jutro ma mecz?
- Tak! Przecież ci już mówiłam, że będę.
- Wolałem się upewnić.
- Nie mogłabym przepuścić takiego starcia. Na pewno wygracie.
- No jasne, że tak!
- Idziemy oglądać ten film?
- A tak, zapomniałem o nim - zaśmiał się i trzymając się za ręce udaliśmy się do salonu gdzie czekał na nas horror. Ja usiadłam na kanapie a Neymar włączył go.
Cały film miną nam w miłej atmosferze i nawet się nie bałam. Właściwie to cały czas się śmialiśmy z aktorów, który nie słuchali naszych ostrzeżeń a później ginęli. Jakby się słuchali to nadal by żyli ale nie to nie. Nic na siłę.
-Chyba idę wziąć prysznic i się położę spać, bo jestem padnięta.
-Dobrze, skorzystaj z łazienki na górze a ja pójdę do tej na dole i widzimy się w sypialni-Wstałam i poszłam wcześniej wybranym kierunku. W pokoju wybrałam piżamę i poszłam pod prysznic, który zajął mi dziesięć minut. Po wytarciu dokładnie swojego ciała pachniałam truskawkami. Związałam niedbale włosy, założyłam piżamę i wyszłam z łazienki. Na łóżku czekał już Neymar. Miał na sobie tylko bokserki. Grzebał coś w telefonie i mogę się założyć, że sprawdzał instagrama. Podeszłam powili do niego i weszłam pod kołdrę. Przytuliłam się do chłopaka. Nawet na chwilę nie przerwał gapienia się w telefon. Byłam blisko niego i dokładnie widziałam co robi. Nie myliłam się miał włączonego instagrama.
-Zrobimy sobie selfie w łóżku?-zapytał. Nie wiedziałam czy to dobry pomysł.
-Łóżko to odpowiednie miejsce na zdjęcie na instagrama?
-Tak.
-Nie wzbudzi kontrowersji?
-Nie interesują mnie plotki.
-No dobra ja chcesz-pozwoliłam i zakryłam zdrową ręką kawałek twarzy. Zawszę tak robię kiedy nie mam makijażu. Neymar włączył aparat i zrobił zdjęcie. Kiedy on wymyślał opis ja sięgnęłam po swój telefon. Także przeglądnęłam ten portal. Polubiłam parę zdjęć i odświeżyłam stronę. Ney udostępnił już zdjęcie z dopiskiem.

We began as strangers.
We became friends.
We became one with each other.
We remain as one forever*

Aż mi się łezka w oku zakręciła. Nie skomentowałam tego zdjęcia tylko pocałowałam Neymara w policzek.
-Za co to?-zapytał.
-Za opis-zaśmiałam się.
-Ooo to w takim razie musimy robić sobie częściej zdjęcia-także się zaśmiał. Uśmiechnęłam się tylko i wróciłam do przeglądania instagrama. Posmutniałam kiedy zobaczyłam zdjęcie Sary i Mikołaja. Byli szczęśliwi. Widziałam to na pierwszy rzut oka. Jutro zadzwonię do Sary o powiem jej, że przyjeżdżam. Jestem ciekawa czy się ucieszy. Tak bardzo za nią tęsknie. Za nią i Mikołajem. Byli, są i będą osobami, którym ufam najbardziej na świecie. Teraz do nich zaliczają się Ney i Rafa. Ich też bardzo kocham i nie wyobrażam sobie dalszego życia bez nich.
-Idziemy spać?-spytałam chłopaka.
-Idziemy-odpowiedział i odłożył telefon. Ja też to zrobiłam. Ułożyłam się wygodnie na łóżku i zamknęłam oczy. Neymar lekko mnie przytulił, bo pewnie bał się, że mnie uderzy i będzie bolała mnie ręka. Podniósł głowę i pocałował mnie w skroń.
-Dobranoc mój skarbie.
-Dobranoc misiu-odpowiedziałam i odpłynęłam w krainę snu.

¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤

Zaczęliśmy jako obcy.
Staliśmy się przyjaciółmi.
Staliśmy się jednym.
Pozostaniemy jednością na zawsze*

Rozdział 26 prezentuje się dzisiaj tak. Jest nuty ale nie potrafię wymyślić nic innego :/ Ogólnie zastanawiam się czy nie zakończyć tego opowiadania. Napiszcie mi co o tym myślicie, bo ja sama nie wiem :/
Mam nadzieję, że mi pomożecie ;)

Do następnego! 

KOMENTUJESZ - MOTYWUJESZ

czwartek, 9 kwietnia 2015

Rozdział 25

Neymar mocno mnie przytulił i uspokajał. Głaskał lekko dłonią moje plecy. Od czasu do czasu szeptał cicho 'shhh...' a ja z każdym innym gestem uspokajałam się. Czułam się kochana.
-Już spokojnie.
-Kocham cię-powiedziałam i mocniej wtuliłam się w Neymara.
-Tessa jak długo brałaś narkotyki?
-Rok. Od siedemnastego roku życia do osiemnastki.
-Ale teraz...
-Nie teraz nie biorę, nie palę i już wiesz czemu nie chce pić alkoholu. To wszystko co działo się z moim ojcem po wódce było okropne a ja nie chcę taka być. Dlatego też skończyłam z narkotykami i papierosami. Miałam same problemy.
-Jakie?
-Gdybym z nimi nie skończyła siedziałabym w poprawczaku na szczęście moi przyjaciele zareagowali w porę.
-Dobrze kochanie, już dobrze. Nie musisz już nic mówić.
-Dziękuję Neymar.
-Za co?
-Za to, że jesteś, że mogę na ciebie liczyć i w ogóle za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Dziękuję-pocałowałam go. Oddał pocałunek w zachłanny sposób. Napierał trochę za bardzo na moją rękę a mnie coraz bardziej bolało-syyy-syknęłam z bólu.
-Przepraszam!-przeraził się.
-Już dobrze, nie boli.
-Na pewno?
-Tak.
-Tessa, bo ty jedziesz do Polski a jak tam spotkasz ojca?
-Spokojnie. Nie mam zamiaru jechać do domu. Zatrzymam się u Mikołaja albo Sary.
-Wolałbym jakbyś zamieszkała u przyjaciółki.
-Zazdrosny?-lekko się zaśmiałam.
-O ciebie? Zawsze-odpowiedział i ponownie mnie pocałował, lecz tym razem uważał na moją rękę. Całowaliśmy się dłuższą chwilę. Oderwaliśmy się od siebie kiedy zabrakło nam powierza.
-Zamieszkam u Sary-powiadomiłam Neymara kiedy przestał mnie całować. Położyłam się na łóżko i na chwilkę zamknęłam oczy, bo byłam bardzo zmęczona.
-Pójdę już odpocznij-powiedział po czym wyszedł z pokoju. Przed tym się jeszcze do niego uśmiechnęłam. Zamknęłam ponownie oczy i nie wiem kiedy ale usnęłam.

*Neymar* Tessa odpowiedziała mi swoją historię z dzieciństwa. Kiedy o tym mówiła miałem ochotę odszukać jakże kochanego ojca i dać mu w twarz. Mam nadzieję, że wyczuliście ten sarkazm z 'kochanym' ojcem. Nie rozumiem tego jak można bić własne dziecko, córkę. Okej, rozumiem załamał się po śmierci żony no ale nie przesadzajmy. Nigdy bym nie uderzył Daviego, Rafy, Tess. Nie lubię znęcania się, nie lubię przemocy i śmiania się z gorszych. No więc Tessa opowiedziała mi o swoim dzieciństwie i przyjaciołach. Nigdy bym nie podejrzewał, że Tessa brała narkotyki czy paliła papierosy. Myślałem, że to grzeczna dziewczyna ale teraz już wiem o niej dużo więcej. Nie dziwię się też, że nie chciała pić piwa na imprezie. Po tym wszystkim zaczęliśmy się całować i Tess poszła spać. Kiedy mówiła o tym przyjacielu. Jak on miał? Mikołaj! Jak mówiła o Mikołaju zrobiłem się zazdrosny ale on jej pomógł wyjść z dragów za co jestem mu wdzięczny. Nie znam go ale dziękuję mu za to. Mam nadzieję, że moja ukochana zatrzyma się u koleżanki a nie u tego chłopaka, bo będę jeszcze bardziej zazdrosny. A może pojadę z Tess do Polski? O ile się zgodzi...
-Gdzie Tessa?-zapytała moja sistra, która bawiła się samochodami z Davim na podłodze.
-Poszła spać-odpowiedziałem i dołączyłem do nich.
-A Tessa idzie na jutrzejszy mecz?
-Kurde-klepnąłem się otwartą dłonią w czoło. Kompletnie o tym zapomniałem. Co prawda jeszcze przed pobytem w szpitalu zgodziła się iść ale nie wiem co będzie teraz skoro ma złamaną rękę i jest trochę osłabiona. Zapytam się jak wstanie. Chciałbym żeby była na meczu. Tym ostatnim, najważniejszym spotkaniu, dwóch drużyn, które są potęgą świata. Może Tessa przyniosłaby mi szczęście i bym strzelił gola? Kto wie...
-Zapytaj jej jak wstanie.
-Tak wiem.
-Zaproponuj jej też wspólne wakacje w Brazylii.
-Tak! Niech Tessa pojedzie z nami!-krzyknął mały.
-Davi idź do pokoju, pobaw się tam, bo ja muszę porozmawiać z ciocią Rafaelą.
-Dobrze ale zawołacie mnie jak skończycie?
-Tak zawołamy skarbie a teraz biegnij do pokoju-odpowiedziała mu moja siostra-O czym chcesz porozmawiać?
-Gdzie chłopaki?
-Wyszli na miasto.
-Usiądźmy na kanapie-tak jak powiedziałem, tak zrobiliśmy.
-O co chodzi Neymar?
-Tessa leci do Polski.
-Co? Ale jak to? Po co?
-Mówiła, że musi załatwić parę spraw. Opowiedziała mi o swoim dzieciństwie. Ona brała narkotyki, paliła, ojciec się nad nią znęcał, bił ją.
-A..ale... ale jak to? Narkotyki? Bił ją?-Rafaela nie mogła uwierzyć w to co mówię. Przymrużała oczy w geście skupienia.
-Opowiem ci wszystko ale to ma zostać pomiędzy nami, tak? Tess ma się o tym nie dowiedzieć-Rafa tylko przytaknęła i zacząłem opowiadać jej wszystko to co dowiedziałem się od mojej dziewczyny. Mówiąc to Rafa miała coraz bardziej szkliste oczy. Kiedy doszedłem do momentu bicia, spłynęła jej pojedyncza łza. Sam nie mogłem powstrzymać się od płaczu.
-Musisz jechać z nią-powiedziała stanowczo kiedy zakończyłem mówienie.
-Planuję to ale nie wiem czy się zgodzi.
-Mogę ją jakoś podejść, może uda mi się dostać adres pod którym będzie mieszkać.
-Mogłabyś?
-Oczywiście, że tak. Dla ciebie braciszku zawszę.
-Jesteś kochana-podszedłem do siostry i pocałowałem ją w policzek.
-Wiem.
-Idę zobaczyć co z Davim.
-Nie. Idź do Tess a ja zajmę się małym, pójdziemy na spacer a później coś wykombinuję żebyście byli sami dziś.
-Raf nie trzeba.
-Trzeba, trzeba. Musisz teraz dbać o Tessę,
-Wiem, dziękuję-przytuliłem mocno Brazylijkę.
Udałem się do swojej sypialni i delikatnie, tak żeby nie obudzić śpiącej królewny położyłem się na łóżku. Leżałem i obserwowałem wyraz twarzy Polki. Kilkanaście minut później Rafa weszła po cichu do pokoju.
-Ney my idziemy i zostaniemy na noc u Mariki. Przyjdziemy po południu.
-Dobrze, uważajcie na siebie i Rafaela dziękuję ci.
-Nie masz za co, pa.
-Pa-położyłem z powrotem głowę na poduszce. Zrobiłem się senny i sam zasnąłem.

*Tessa* Obudziłam się, kiedy na dworze było już ciemno. Koło mnie słodko spał Neymar. Uśmiechał się przez sen. Boże, jak ja go kocham. Chcę aby to on był tym jedynym i tym do końca życia, bo moje życie bez niego nie ma sensu.
Coś zakręciło mnie w nosie i cicho kichnęłam ale i tak za głośno, bo Neymar się obudził.
-Na zdrowie-zaśmiał się.
-Przepraszam.
-Nieee... mówi się dziękuję, nie przepraszam-ponownie się zaśmiał i pocałował mnie w czoło-zrobię kolację-wstał z łóżka i podszedł do drzwi. Obserwowałam każdy jego ruch.
Wstając zakręciło mi się lekko w głowie i byłam zmuszona usiąść ponownie. Kiedy minęło poszłam skorzystać do łazienki i ogarnąć trochę swoje włosy i twarz. Następnie udałam się na dół, do kuchni, do Neymara. Schodząc po schodach usłyszałam dobrze znaną mi piosenkę - Cobertor, utwór ten śpiewa moja ulubiona Brazylijska piosenkarka Anitta oraz piosenkarz, którego wcale nie znam Projota jednak lubię ich utwór. Znam na pamięć każdą zwrotkę. Neymar był strasznie zajęty robieniem kolacji i wsłuchiwaniem się w muzykę. Podeszłam do niego na palcach i objęłam jedną ręką w pasie. Zadrżał pod moim dotykiem. Kiedy właśnie się w niego wtulałam leciał refren piosenki, zaśpiewałam ją:

Ele me disse: Vai
Eu disse: Já vou
Ele me disse: Volta
Eu disse: Oôô

Neymar słysząc to odwrócił się do mnie przodem i zaśpiewał dalszą część refrenu:

Ai que saudade de você
Debaixo do meu cobertor
Ai que saudade de você
Debaixo do meu cobertor

Piosenka leciała dalej a my zajęci byliśmy swoimi namiętnymi pocałunkami. Wiedziałam, że Ney boi się zrobić coś więcej ze względu na moją rękę. Po prostu bał się żeby mnie nie zabolało. Byłam mu bardzo wdzięczna.
-Neymar-wyszeptałam między pocałunkami. Odpowiedział mi jękiem 'hmm'. Zaśmiałam się, że tak na niego działam. Nawet nie był wstanie się ode mnie oderwać-czujesz?-spytałam a Ney natychmiastowo się oderwał. Zrobił to tak gwałtownie, że zabolały mnie usta. Podbiegł do kuchenki i w błyskawicznym czasie zgasił ją. Złapał rękawicę kuchenną, założył ją i zdjął spalone już jedzenie. Zrobił smutną a zarazem zdenerwowaną minę i wyrzucił potrawę do śmietnika.
-Super-powiedział zły. Wyszłam z kuchni i poszłam do sypialni, gdzie został mój telefon. Złapałam go i pędem wróciłam do chłopaka. Nie ruszył się z miejsca. Siedział na krześle przy wyspie w kuchni. Położyłam mu telefon pod nos. Spojrzał na mnie i spytał.
-Pizza?
-Wegetariańska dla mnie a dla ciebie...-zastanowiłam się chwilę ale Ney mnie uprzedził.
-Hawajska-stwierdził.
-Okej to dzwoń a ja idę poszukać filmu.
-Tylko weź horror-krzyknął kiedy ja już byłam w salonie. Neymar miał rację żebym wybrała horror, tak zrobiłam. Mój wybór podał na film z bardzo ciekawą okładkę więc go wzięłam. Nie widziałam go jeszcze a jestem wielką fanką tego rodzaju filmów. Nie ważne, że później nie mogę zasnąć przez całą noc a w dzień wyglądam jak zombie a może i jeszcze gorzej. Położyłam wybrany film na stolik, który stał przed kanapą. Wróciłam do kuchni gdzie Ney szykował popcorn i jakieś napoje. Miał też piwo.
-Ja nie piję-powiedziałam poważne. Neymar spojrzał na mnie i chwycił alkohol. Wsadził go z powrotem do lodówki.
-Jak ty nie to ja też.
-Przestań, nie musisz tego robić ze względu na mnie.
-Dla ciebie zrobię wszystko-podszedł i pocałował mnie namiętnie w usta. Całowaliśmy się dłuższą chwilę i pewnie byśmy nadal to robił ale przerwał nam dzwonek do drzwi.
-To pewnie dostawca-powiedziałam.
-Tak, już idę płacić-złapał portfel i pobiegł do drzwi. Ja także poszłam w kierunku drzwi. To co tam zobaczyłam bardzo mnie zdziwiło. Neymar podpisywał coś na kartce, pewnie dawał mu autograf.
-Mogę jeszcze zdjęcie?-zapytał go chłopak, który dostarczył pizze.
-Tak jasne-mój chłopak się zgodził. Zawsze się godzi na takie rzeczy, bo na prawdę kocha swoich fanów. Ney trzymał pizze w ręku i nie wiedział gdzie ją położyć.
-Daj ja to wezmę-powiedziałam i tak jak powiedziałam zabrałam jedzenie z rąk piłkarza.
-Tessa?-zapytał dostawca.
-Znamy się?
-Nie poznajesz mnie?-zapytał po Polsku a Ney patrzył raz na mnie a raz na niego. Nie rozumiał i nie wiedział co mówimy.
-Przepraszam to chyba jakaś pomyłka-odpowiedziałam także po Polsku.
-Nie Tessa to ja, Paweł-powiedział a mnie zamurowało. Nie poznałam go. Bardzo się zmienił z wyglądu, był o wiele przystojniejszy, lepiej ubrany i ogólnie wyglądał inaczej ale co on tu robił? Nie wierzę. Po prostu nie wierzę. Popatrzyłam w jego oczy, odwróciłam się i odeszłam. Nie chce go znać, widzieć i nie mieć nic z nim wspólnego. Usiadłam na kanapie razem z jedzeniem. Niedługo później dołączył do mnie Neymar. Usiadł koło mnie i przytulił...

¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤

Taki mam rozdział na dziś :)
Nie wiem czy mam go kontynuować, bo wydaje mi się, że nikt go nie czyta :c Ale pomyśle jeszcze a Wy piszcie mi w komentarzach czy czytacie i co sądzicie o opowiadaniu ;)

Do następnego!

KOMENTUJESZ - MOTYWUJESZ

wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 24

*Kilka dni później*
*Tessa* Przez wszystkie te dni Neymar odwiedzał mnie w szpitalu. Przychodzili również piłkarze FC Barcelony oraz ich partnerki. Nigdy nie byłam sama, zawsze chociaż jedna osoba siedziała ze mną. Na szczęście dziś już wychodzę z tego budynku. Budynku w którym praktycznie każda ściana jest biała. Nie lubię szpitali, tak cholernie nich nienawidzę. Poza złamaną ręką, która jest w gipsie, nic mi nie dolega. Wszystkie siniaki, otarcia zagoiły się i nie widać śladu po nich. Co prawda od czasu do czasu zrobi mi się słabo ale to nic.
Właśnie pakowałam swoje rzeczy jakie Ney, Rafa, Gil, Jo, Davi i pozostali mi przynieśli a było tego sporo. Zaczynając od laptopa, tabletu, telefonu, ładowarek do rzeczy elektronicznych, przechodząc na wszystkie ubrania jakie Ney przywiózł mi z domu a kończąc na wszystkich rysunkach jakie narysował Davi. Czasami zabierał kredki i rysował leżąc koło mnie na łóżku ale większość z nich przywoził z domu. Neymar opowiadał mi, że mały nie chciał iść spać, bo musiał dokończyć rysunek dla mnie. Nawet Carolina codziennie do mnie dzwoniła. Chciała przylecieć ale wybiłam jej ten pomysł z głowy. Jestem jej bardzo wdzięczna za to. Spakowałam wszystkie rzeczy i usiadłam na łóżku. Czekałam na Neymara, który miał być za kilka minut.
Usłyszałam otwieranie drzwi. To Ney.
-Hej kochanie-podszedł i pocałował mnie w policzek.
-Hej, idziemy?-zapytałam.
-Tak-złapał moją torbę i wyszliśmy z sali. Musiałam jeszcze iść po wypis do lekarza. Oczywiście nie obyło się od pouczeń na temat postępowania z gipsem. Miałam zgłosić się za miesiąc na zdjęciego. Nie wiem jak ja tyle wytrzymam i podejrzewam, że będę wtedy w Polsce albo w Brazylii. Okaże się to jak szybko załatwię sprawy w ojczyźnie. Razem z Neymarem wyszłam z szpitalu. Oczywiście mój dżentelmen otworzył mi drzwi od samochodu. Podziękowałam mu namiętnym pocałunkiem w usta i wsiadłam do samochodu. Ney zajął chwile później miejsce kierowcy. Pomimo tego iż miałam gips humor mi dopisywał i cały czas się śmiałam. Jechaliśmy drogą do mojego domu ale Ney nie skręcił w uliczkę prowadzącą do niego.
-Ney do mnie tamtędy-pokazałam palcem za siebie.
-Chyba nie myślałaś, że dam ci mieszkać samej w domu.
-Dlaczego?
-No pomyślmy. Pobili się gdy byłaś sama?
-Ney ja chce jechać do domu. Odwieź mnie tam proszę.
-Nie ma mowy, zresztą już wszystko gotowe jest u mnie-zaśmiał się.
-Jak to?
-Wszystkie twoje ubrania są u mnie w szafie, kosmetyki z półce w łazience, biżuteria w komodzie a buty na swoim miejscu-wyliczał przez śmiech.
-Neymar-powiedziałam lekko zirytowana. Jak on mógł podjąć za mnie taką decyzję. Może ja nie chciałam tego?
-Tessa spokojnie, nie chcę abyś była sama a u mnie w domu jest dużo miejsca.
-Neymar tu nie chodzi o to.
-A o co?
-Nie chce sprawiać kłopotu tobie, chłopakom, ja mam swój dom.
-Wiem to i naprawdę nie będziesz nikomu sprawiała kłopotu.
-Neymar proszę-nalegałam ale chyba powinnam się poddać, bo coś czuję, że nie wygram. Jest uparty jak osioł. Nastała dłuższa chwila ciszy-Ney.
-Nie Tessa nie zgadzam. Nie chcę abyś była sama w domu, wolę cię przy mnie. Nie muszę się martwić, że coś może ci się stać. A gdyby coś się stało ja nie darowałbym tego sobie. Rozumiesz? Moje życie bez ciebie nie ma sensu. Moje serce bije normalnie kiedy jesteś tuż koło mnie. Marzę by spędzać z tobą jak najwięcej czasu we dwoje. Tylko ty i ja-właśnie w tym momencie zgasił silnik auta i wyszedł z niego. Zabrał moją i swoją torbę. Siedziałam jak w transie. Musiałam przyswoić co powiedział. Z zamyślenia wyrwał mnie Ney, który otworzył drzwi. Wyciągnął rękę. Uścisnęłam ją i wyszłam z Audi. Mój chłopak otworzył drzwi, oczywiście przepuścił mnie w nich. Udaliśmy się do salonu.
-Tessa!-krzyknęli wszyscy zebrani czyli Rafa, Gil, Jo i Davi. Ten ostatni podbiegł do mnie i wtulił się w moje nogi. Przytuliłam go jedną ręką, bo drugą z przyczyn wiadomych nie mogłam.
-Hej Davi-zaśmiałam się.
-Tęskniłem.
-Przecież odwiedzałeś mnie w szpitalu.
-Ale to nie to samo.
-Ale teraz już jestem w domu i masz mnie na wyłączność .
-Ale nie możesz się przemęczać przecież-mały kiwną ręką i z powrotem udał się na kanapę. Wtedy podbiegła do mnie Rafa i ucałowała mnie. Chłopaki zrobili podobnie, tylko z mniejszą ilością buziaków. Bardzo ich kocham i wiem, że nie mogłam wymarzyć sobie lepszej rodziny, przyjaciół.
-Jak dobrze, że jesteś-powiedziała Rafaela i kolejny raz mnie przytuliła.
-I chyba zostanę na dłużej-zerknęłam na Neymara, który stał oparty o ścianę za mną.
-Bardzo dobrze. Będę miał cię zawszę przy sobie-odezwał się i objął mnie od tyłu w talii.
Następnie przywitałam się z chłopakami.
-Jak długo musisz to nosić?-spytał Jo.
-Miesiąc.
-Uuu-zabuczeli równocześnie.
-Niestety-odpowiedziałam krótko i zwróciłam się do Neymara-mogę się położyć?
-Tak, oczywiście. Chodź pokarzę ci pokój-powiedział i pociągnął mnie lekko za zdrową rękę. Zaprowadził mnie do swojej sypialni. Szybko otworzył drzwi i równie szybko zamknął je gdy byliśmy już w środku. Usiadłam na łóżko a Ney stał na przeciwko mnie.
-To twoja sypialnia-stwierdziłam głupio i krótko.
-Teraz jest także twoja-ukucną przede mną i oparł się o moje kolana.
-Mogę spać w pokoju gościnnym.
-Nie możesz.
-Mogę.
-Nie.
-Tak.
-Nie pozwalam.
-Ale ja pozwalam.
-To mój dom i ja decyduje gdzie kto śpi-ciągle patrzyliśmy sobie w oczy.
-Ja mam swój dom i swój pokój.
-Nie pozwolę ci być samej.
-Dlaczego?
-Bo jesteś moim światem a poza tym mam prezent dla ciebie-wstał i podszedł do komody, z której wyciągną śnieżnobiałą kopertę. Podał mi ją. Spojrzałam na jego pytającym wzrokiem. Ney tylko uśmiechnął się i kiwną głową na znak żebym otworzyła. Toteż poczyniłam. Otworzyłam powoli kopertę. Dwa bilety.
-To bilet...-nie dokończyłam, bo Ney mi przerwał.
-Na jutrzejszy mecz i bilet do Brazylii. Nie cieszysz się?
-Cieszę ale...
-Ale? Czy zawsze musi być jakieś ale?-Ney posmutniał i opadł na łóżko koło mnie.
-Ney ja chciałam ci powiedzieć, że muszę pojechać do Polski-wyszeptałam i wpuściłam głowę.
-Co? Do Polski? Po co?
-Muszę załatwić kilka spraw.
-Jakich?
-Związanych z rodziną.
-Rodziną? Nigdy o niej nie mówiłaś.
-Bo nie ma o czym-wstałam pośpiesznie z łóżka i podeszłam do okna. Był z niego piękny widok na Barcelonę. W oddali nawet można było ujrzeć Camp Nou. Na samą myśl o rodzinnie, o ojcu, matce łzy zbierają się w oku. Tak bardzo tęsknie za mamą. Chciałabym żeby mi pomogła, żeby tu tyła. Natomiast za ojcem nie tęsknie, przynajmniej tym po śmierci matki. Moje rozmyślanie przerwał dotyk na talii. Oplotła mnie silna, kolorowa ręka mojego chłopaka. Szybko otarłam łzy, które zdążyły zawitać na mój policzek.
-Kochanie...-wyszeptał mi zmysłowo do ucha-przepraszam, powiedziałem coś nie tak?
-Nie Ney, to moja wina. Nie powinnam tak reagować. Nie wiedziałeś.
-Opowiesz mi?
-Tak-przytaknęłam. Neymar złapał mnie za rękę i posadził na łóżku. Usiadłam po turecku, podobnie zrobił piłkarz.
Zaczęłam opowiadać...
-Wiesz, że urodziłam się w Brazylii? -zapytałam a Ney przytakną głową, więc kontynuowałam-mieszkałam tam do 9 roku życia, później z rodzicami się przeprowadziłam do Polski i kiedy miałam 17 lat zmarła moja mama. Miała wypadek samochodowy. Jakiś pijany kierowca wjechał w nią. Miała 50 metrów do domu i nie dojechała-z każdym słowem moje oczy zachodziły bardziej łzami-Po pogrzebie ja, mój ojciec się załamaliśmy. Nie chodziłam do szkoły, zaczęłam palić papierosy. Zdarzało się, że brałam narkotyki. Poznałam mnóstwo dilerów ale tylko jeden zastał moim przyjacielem. Moja przyjaciółka Sara i Mikołaj wyciągnęli mnie z tego bagna. Mój ojciec zaczął pić, wracał do domu i wyżywał się na mnie. Bił mnie. Później przepraszał, obiecał, że mnie będzie, że to się więcej nie powtórzy ale nigdy, nigdy nie dotrzymał tej obietnicy. Zawsze był ten kolejny raz, kolejne obietnice a ja? Ja nie wytrzymywałam tego. Spakowałam ubrania, pieniądze i wyjechałam. Teraz nikt z Polski praktycznie nie wie gdzie jestem. Oczywiście poza Sarą i Mikołajem. To z nimi utrzymuję tylko kontakt. Sara mówiła, że mój ojciec szukał mnie, był na policji ale jestem już pełnoletnia i nic nie mogą zrobić-płakałam tak bardzo płakałam to mówiąc. Neymar mocno mnie przytulił i uspokajał. Głaskał lekko dłonią moje plecy. Od czasu do czasu szeptał cicho 'shhh...' a ja z każdym innym gestem uspokajałam się. Czułam się kochana...

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 23

Czekałem na człowieka w białym fartuchu, który jest w jednej sali razem z miłością mojego życia. Nie wiem ile tu już jestem ale jest trochę po północy. Mam dość tego czekania. Przez ten czas przewieźli Tess do normalnej sali ale nadal nie wiem co się stało i jak się czuję. Mam tylko nadzieję, że to nic poważnego i niedługo będzie mogła stąd wyjść. Siedziałem sam na korytarzu. Niekiedy przechodziła tylko pielęgniarka albo jakiś lekarz. Drzwi do sali się otworzyły a z nich wyszedł siwy, nieco po pięćdziesiątce mężczyzna, który zajmował się moim skarbem.
-Doktorze! Co z nią?-podbiegłem do niego.
-Pańska narzeczona na razie jest w śpiączce. Straciła dużo krwi przez rozciętą głowę ale jej życiu nic nie zagraża. Najbliższe godziny będą decydujące-powiedział i odszedł a ja z powrotem usiadłem na krześle. W duchu modliłem się aby obudziła się jak najszybciej. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem na siedząco.
Rano obudziła mnie pielęgniarka. Była średniego wielu. Ubrana cała na biało. Włosy miała czarne a cerę ciemną jak przystało na Hiszpankę.
-Proszę pana. Halo.
-Tak?
-Proszę jechać do domu.
-Nie nigdzie się nie ruszam.
-Proszę jechać i się odświeżyć. Jeśli pańska narzeczona się obudzi ktoś do pana zadzwoni.
-Może ma pani rację.
-Na pewno mam-uśmiechnęła się miło.
Tak jak pielęgniarka mi powiedziała tak zrobiłem. Wcześniej dzwoniąc po taksówkę pojechałam do domu. Na moje nie szczęście kierowca mnie rozpoznał i pytał o wszystko. Poprosił o zdjęcie oraz autograf. Kocham swoich fanów. Tych starszych i tych młodszych. Chciałem mu zapłacić ale uparł się, że Neymar Junior u niego nie będzie płacił za nic. Podziękowałem mu i poszedłem w stronę domu. Zdjąłem buty i pierwszym miejscem do jakiego wstąpiłem była kuchnia. Zastałem w niej siostrę, która szykowała śniadanie. Usłyszała, że ktoś jest w pomieszczeniu i odwróciła się.
-Neymar!-rzuciła rzeczy trzymane w dłoniach i pobiegła do mnie. Przytuliła się i zarzuciła ręce na moją szyję-Tess, jak Tessa się czuje?-zapytała szeptem będąc nadal w uścisku. Położyłem ręce na jej tali i lekko odciągnąłem od siebie. Stałem teraz oko w oko z siostrą.
-Lekarz mówi, że jest wszystko dobrze ale najbliższe godziny będą świadczyć o życiu-mówiąc to miałem łzy w oczach. Tak bardzo mnie to boli. Nigdy nie sądziłbym, że przypadkowa osoba na którą wpadłem na ulicach Barcelony będzie najważniejsza dla mojego życia. Tak bardzo ją kocham. Nigdy nie czułem tego do lasek z klubu. Wtedy wyłem zwykłym gówniarzem, który myśli o szybkim numerku bez zobowiązań. Teraz mnie to brzydzi. Brzydzi mnie moje zachowanie wobec tamtych dziewczyn. Zraniłem je. W tej chwili cierpię tak samo. Wyjątkiem jest to, że moja kochana może nie przeżyć. To większy ból.
-Zobaczysz wyjdzie z tego. Dla ciebie, dla nas-Rafa próbowała mnie pocieszyć. Może w jakimś małym stopniu to pomogło. Zawsze mogłem na nią liczyć. Zawsze była przy mnie. Wiele razy tłumaczyła mi, że postępuję źle i pomagała wybrać dobrą drogę. Ale z jednym nie umiała mi pomóc a może ja nie chciałem pomocy w tej sprawie. Nie wiem. Rafaela jest siostrą o jakiej może każdy facet pomarzyć. Ja mam to szczęście przy sobie. Wiem, że o każdej porze dnia a nawet nocy wysłucha mnie i doradzi. Kocham ją.
-Wiem to-uśmiechnąłem się lekko-gdzie chłopaki?
-W pokoju u Davisia. Ubierają się.
-Okej idę do nich-poinformowałem siostrę i poszedłem w skazane przez nią miejsce. Tak jak mówiła znalazłem ich w pokoju u mojego syna.
-Tata!-krzyknął mały gdy przekroczyłem próg pokoju.
-Davi-powiedziałem i podniosłem go na ręce-co robicie?-chciałem zapytać wesoło ale się nie udało. Davi to rozpoznał.
-Jesteś smutny. Czemu?
-Nie jestem smutny-chciałem go przekonać ale i tym razem się nie udało. Jak na trzyletnie dziecko mój skarbek był naprawdę bardzo mądry.
-A mamusia mówi, że nie wolno kłamać. Gdzie Tessa?
-Tessa źle się czuję i musi odpocząć-powiedział Jota i wziął Daviego na ręce. Usiadłem na łóżko a koło mnie brat z Davim na kolanach i Gil. Po ich minach było widać, że się martwią o moją ukochaną.
-Ale jak to źle? Pojedziemy do niej, do domu?
-Davi Tessa nie jest w domu-powiedziałem.
-A gdzie? Nie rozumiem.
-Tessa jest w szpitalu-powiedziałem to z naprawdę wielkim trudem.
-Aa...ale co?-widziałem jak Brazylijczykowi zbierają się łzy w oczach-co się jej stało, tato?
-Davi ty jesteś za mały by to zrozumieć-wytłumaczył mu Gil.
-Nie jestem mały!-krzyknął i uciekł z pokoju. Co ja miałem mu powiedzieć, że Tesse ktoś pobił a ja nawet nie wiem kto i dlaczego? Gil ma rację Davi to jeszcze dziecko na pewno by tego nie zrozumiał. Schowałem twarz w dłoniach. Nie wiedziałem co mam myśleć, co mam robić.
-Stary-zaczął Jo-jak ona się czuje?
-Lekarze mówią, że jej stan jest stabilny ale najbliższe godziny zdecydują.
-Nie martw się, da radę. Kocha cię i nie opuści-pocieszył mnie Gil.
-Chłopaki ja to wszystko wiem-wyszeptałem niemal nie słyszalnie. Bardzo się cieszyłem, że tak bardzo mi pomagają, pocieszają. Mam w nich wsparcie. Mogę spokojnie stwierdzić, że mam najlepszych przyjaciół, najlepszą rodzinę jak i najlepszą dziewczynę na całym Bożym świecie.
Siedzieliśmy w kompletnej ciszy już parę minut. Usłyszałem sygnał mojego telefonu. Szybko wyjąłem go z kieszeni i nacisnąłem zieloną słuchawkę.
-Pan Neymar Junior?-spytała kobieta.
-Tak to ja.
-Chciałam poinformować, że pańska narzeczona się obudziła-kobieta mówiła spokojnym głosem a ja wsłuchiwałem się bardziej w kolejne słowo. W końcu do mnie dotarło co powiedziała.
-Dziękuję!-krzyknąłem uradowany do telefonu. Chyba właśnie wygrałem życie. Tessa się obudziła. Obudziła się! Nawet nie wiecie jak się cieszę-Obudziła się! Słyszycie? Obudziła się!-krzyczałem szczęśliwy na cały dom.
-Neymar to cudownie!-powiedzieli równie szczęśliwi moi towarzysze. Poinformowałem ich o tym, że wychodzę do szpitala. Pożegnałem się i zeszedłem na dół po drodze zahaczając o moją siostrę. Powiedziałem jej, że Tessa się obudziła i jadę do niej. Rafaela bardzo się ucieszyła. Chciała pojechać ze mną więc się zgodziłem w końcu to jej przyjaciółka. Już mieliśmy wychodzić z domu kiedy przypomniałem sobie o Davim.
-Davi!-krzyknąłem. Niedługo po tym zobaczyłem osobę mojego syna koło mnie-jedziesz z nami do Tess?-zapytałem kucając przed nim. Pomachał energicznie głową na znak, że wybiera się z nami.
Każdy zajął odpowiednie miejsce w samochodzie i zaczęliśmy podróż do białego budynku, który nazwano szpitalem. Dojechaliśmy na miejsce w przeciągu kilku minut. Okazało się, że Tessa została przeniesiona z sali 74 na 112. Pielęgniarka wytłumaczyła nam jak tam dojść i upomniała, że Tessa jest jeszcze słaba i aby jej za bardzo nie przemęczyć. Trzymałem synka na rękach a Rafaela szła ramie w ramie ze mną. Przed drzwiami przystanąłem ale już po chwili Rafa złapała za klamkę białych drewnianych drzwi, otworzyła je. Weszliśmy powoli w obawie, że dziewczyna śpi jednak tak nie było. Davi widząc moją ukochaną wyślizgnął się z moich rąk. Podbiegł do niej.
-Tessa!-krzyknął. Wszedł szybko na łóżko i położył się koło Tess. Tessa nic nie powiedziała tylko dała miejsce na łóżku. Popatrzyłem na Rafę a ona na mnie. Podszedłem powoli z siostrą do dziewczyny. Zerknęła na moją siostrę ale na mnie już nie. Nie wiem o co chodzi. Unikała mojego spojrzenia. Czemu?
Bałem się. Rafaela usiadła na krzesełko po prawej stronie łóżka i chciała złapać Tess za dłoń ale ona ją zabrała. Rafa zobaczyła jej reakcję i szybko odwróciła głowę w moją stronę. W jej oczach dostrzegłem przerażenie.
-Tessa-szepnęła cicho Brazylijka. Nie odpowiedziała-Tessa-spróbowała ponownie. Nic. Odwróciła głowę od nas.
-Rafa czy my możemy? Sami?-poprosiłem siostrę. Kiwnęła głową i wstała.
-Chodź Davi-powiedziała i wyciągnęła rękę w stronę malucha. Chwilę później zostałem sam na sam z ukochaną. Patrzyłem na nią z nadzieją, że się odezwie. Na marne. Odwróciła głowę. Złapałem jej dłoń. Obawiałem się, że ją zabierze ale nie.
-Tessa-wyszeptałem-Tessa popatrz na mnie. Proszę-poprosiłem. Uczyniła to co chciałem. Popatrzyłem jej w oczy. Dostrzegłem w nich łzy-Tessa co się stało?-byłem bardzo ciekawy co tamtego wieczora się stało i liczyłem, że zaraz się dowiem.
-Ja...nie wiem...nie wiem...kto to był-wydukała i zaciągnęła nosem, miała zły w oczach. Nie mogłem patrzeć na to jak cierpi. Podniosłem się i położyłem koło niej. Przytuliłem ją, wtuliła się bardziej. Zaczynała płakać coraz bardziej. Przytuliłem ją mocniej.
-Spokojnie mała, spokojnie-uspokoiłem Tess. Kilkanaście minut później była spokojna.
-Davi-odskoczyła ode mnie-Davi. Co z nim? Nic mu nie jest?-zapytała przerażona.
-Spokojnie, przecież był tutaj. Wszystko jest okej-starałem odpowiedzieć się spokojnie. Co do cholery się tam stało? W mojej głowie cały czas kłębiło się to pytanie.
-Ale nic...nic mu nie jest?
-Nie, jest dobrze z Davim. Tessa czy ty jesteś na siłach by opowiedzieć mi co się tam stało?-Polka kiwnęła głową na znak, że chce mi opowiedzieć.
-Położyłam spać Daviego. Zeszłam na dół by posprzątać po naszej kolacji. Wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Byłam pewna, że to ty albo Rafa. Myślałam, że któreś z was wróciło po małego. Otworzyłam drzwi. Stał tam jakiś chłopak. Nie wiem kto to, nie znam go. Wepchnął mnie do środka, do salonu. Powiedział, że mam wyjechać, że mam się od ciebie odczepić, bo inaczej będzie źle. Odpowiedziałam mu, że nie ma mowy żebym wyjechała, zostawiła ciebie, Rafę, Daviego. Podszedł i uderzył mnie w policzek. Oddałam mu. Wtedy złapał mnie za włosy i walną pięścią w brzuch, upadłam na kolana a on mnie kopną. Powiedział to co przed ten i dał mi pokaz co stanie się gdy tego nie wykonam. Zaczął mnie kopać po całym ciele. Bolało tak cholernie bolało ale nie chciałam krzyczeć, bo Davi był na górze, spał, nie chciałam aby się obudził. Ten facet mógłby zrobić coś jemu a ja bym sobie tego nie wybaczyła-opowiedziała i zaczęła płakać. Głośniej niż wcześniej. Ja sam miałem łzy w oczach. Tessa chroniła mojego syna. Kto to był? Kto może tak potraktować kobietę? Dobra przyznaję się, że sam nie byłem święty ale do jasnej cholery nigdy nie uderzyłem dziewczyny!
Zanim się obejrzałem Tessa zasnęła wtulone we mnie. Drzwi od sali, w której się znajdujemy otworzyły się. Była to Rafa z Davim. Położyłem palec na ustach i tym znakiem uświadomiłem ich aby byli cicho. Daviś podszedł na palcach do mnie i usiadł na krześle koło łóżka, Rafa stanęła za nim.
-Powiedziała ci?-spytała szeptem Brazylijka.
-Tak. Opowiem ci jak będziemy w domu-odpowiedziałem. Posiedzieliśmy trochę w ciszy. Widziałem, że Davi jest zmęczony i musi iść spać. Mały potwierdził moje przypuszczenia, bo ziewną - Rafa idźcie do domu, bo małemu chce się spać.
Jak powiedziałem tak zrobili. Zostałem sam z ukochaną, która słodko sobie spała. Nie mogłem uwierzyć w to co mi powiedziała. Kto chce aby mnie zostawiła? Dlaczego? Nie myślałem o niczym innym tylko o tym. Byłem tym tak pochłonięty, że sam zasnąłem.
-Neymar-usłyszałem cichy szept Tess.
-Słucham?
-Idź do domu-cały czas mówiła szeptem.
-Która godzina?
-Kilka minut po 19. Jutro masz trening i każdy pewnie się martwi o ciebie.
-Nie chce cię zostawiać.
-Przyjedziesz jutro po treningu. Proszę idź-nalegała.
-Dobrze-wstałem z łóżka i po kilku minutowym pożegnaniu wyszedłem z sali, szpitala. Wsiadłem do samochodu i udałem się do domu. Moja siostra pewnie wróciła taksówką, no nie posiada prawa jazdy.
Wieczór spędziłem w towarzystwie rodziny. Davi ciągle się pytał jak z Tess a ja już spokojnie mogłem stwierdzić, że wszystko z nią dobrze. Około godziny 21 położyłem synka spać i sam to uczyniłem. Usnąłem dosyć szybko. Na szczęście.

¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤

I oto rozdział 23 :D
Nudy i nijaki ale postaram się aby kolejny był bardziej ciekawy ;)
Mam do Was pytanie: Chcecie abym dodawała zdjęcie w co są ubrani bohaterzy? :)
Napisze mi o tym w komentarzach a skoro o nich mowa to chcę Wam BARDZO podziękować za WSZYSTKIE komy jakie znalazły się pod ostatnim postem ;*
Kocham Was!

Do następnego!

KOMENTUJESZ - MOTYWUJESZ

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 22

Kiedy wybiła ustalona godzina Carolina poszła po swoje rzeczy do pokoju. Nie miała ich dużo, bo przyjechała tylko na jeden dzień. Wyszliśmy przed dom i czekaliśmy na chłopaków, którzy poszli po samochody. Ja jechałam razem z Cah, Davim i Neymarem, który robił za kierowcę. Drugim autem jechał Jo, Gil i Rafa.
Kiedy dojechaliśmy na lotnisko nie obyło się bez łez. Pomimo tego, że znałam blondynkę tylko jeden zżyłam się z nią i to bardzo. Na początku myślałam, że będzie chamsa w stosunku do mnie ale jednak pozory mylą. Przytuliłam się do mamy Daviegio i pożegnałam ją buziakiem w policzek. To samo zrobili wszyscy z malcem na czele. Mimo tego każdy był radosny. Wszyscy wiemy, że niedługo zobaczymy się ponownie. Do ostatniego meczu pozostało tylko parę dni. Później Rafa, Gil, Jo, Neymar z Davim lecą do Brazylii a ja do Polski. Mój ukochany jeszcze o tym nie wiem ale powiem mu w odpowiednim momencie. Do Polski lecę ze względu na urodziny mojej mamy, które są w lipcu. Chce w tym dniu być na cmentarzu. Pragnę opowiedzieć jej o się u mnie zdarzyło, co robię. Wiem, że patrzy i czuwa nade mną ale w tym szczególnym dniu, dniu jej urodzin chce być z nią. Pomodlić się i złożyć na jej grobie ulubione kwiaty - lilie. Kochała je. Pamiętam, że zawszę w salonie stał wielki bukiet lili. Ich zapach roznosił się po całym piętrze. Często dostawała je od ojca. Tak, kiedyś był romantyczny, kochany, uśmiechnięty, miły, wesoły a po rodzinnej tragedii zmienił się okropnie. Bił, pił a zdarzało się, że ćpał. Robił to wszystko, czego nie na widzę. Nie znoszę zapachu piwa czy wódki ale nie pogardzę nimi. Czasami chciałam swój smutek zgasić w alkoholu i używkach. Byłam uzależniona od tego wszystkiego przez najbliższy rok po śmierci mamy. Później pomogła mi Sara. Wyciągnęła mnie z tego bagna i zmusiła na zapisanie na odwyk. W tamtych czasach miałam tylko ją. Była moją siostrą. A ja? Wyjechałam. Po prostu ją zostawiłam. Zmieniłam numer telefonu. Wszystko. Czasami tylko pisałam z nią na facebook'u. Opowiadałem co się dzieje ale nigdy nie powiedziałam o Neymarze. Sama nie wiem dlaczego. Przecież jej ufałam.
Carolina właśnie wsiadła do samolotu. Za chwilę ta wielka i potężna maszyna wzbije się w powietrze. Wyląduje za kilka godzin na gorącej ziemi jaką ma Brazylia.
Sami pojechaliśmy do domu. Miejsca były praktycznie takie same. Tylko Rafa usiadła na tylnym siedzeniu razem z bratankiem. Podróż do domu była bardzo wesoła. Ney, Davi i Rafcia śpiewali piosenki, których ja nie znałam. Było śmiesznie. Kiedy dojechaliśmy Ney odpiął z pasów synka i wszyscy skierowaliśmy się do domu, do salonu. Zajęłam razem z blondynkiem miejsce na kanapie. Tak samo chłopaki i Rafaela.
-To co robimy?-zapytał Jo.
-Miała być plaża-odpowiedziała dziewczyna.
-Tato mi się nie chce nigdzie iść-westchną maluch.
-Szczerze mi też-pogłaskałam małego po włoskach.
-To będziemy się nudzić w domu, przed telewizorem?-zapytał Ney.
-Właśnie-przytaknęła Rafa z Gilem.
-Jak chcecie możecie iść na jakąś imprezę. Ja się zajmę Davim-uśmiechnęłam się promiennie do wszystkich.
-Tak!-krzyknęli razem Jo, Gil i Davi. Dwójka pierwszych od razu poderwała się z kanapy i pobiegli na górę.
-Jesteś kochana-Rafa wstała i pocałowała mnie w czoło. Także udała się na górę. Zostałam tylko z moim chłopakiem i jego synkiem.
-Davi idź proszę na górę-poprosił go ojciec. Mały wykonał jego polecenie. Ney przysuną się do mnie kiedy byliśmy już sami. Oparłam głowę na jego ramieniu.
-Tessa...-nie dałam mu dokończyć.
-Neymar zostanę w Davim a wy idźcie.
-Tess ja nie chce...
-Proszę. Nie musisz się przejmować. Zajmę się małym.
-Ale ja nie chce się wykorzystywać. To miał być wspólnie spędzony dzień. Nie będę mógł się bawić gdy nie będziesz przy mnie.
-Przestań. Spędzimy dzień jutro.
-Masz rację. Chłopaki albo Rafaela zajmie się Davim a ja porywam cię na cały dzień-pocałował mnie.
-Idź się szykuj, bo nie zdążysz-zaśmiałam się i złożyłam szybki pocałunek na ustach Brazylijczyka. Ney wstał i poszedł na górę. Sięgnęłam po pilot i włączyłam telewizor. Parę minut później koło mnie siedział maluch. Bajki oglądaliśmy już jakiej półtora godziny a wszyscy szybowali się do klubu. Usłyszałam dźwięk obcasów. To Rafa.
-Wow-tylko tyle byłam w stanie powiedzieć. Wyglądała po prostu bosko. Nic dodać, nic ująć.
-Może być?-spytała i zrobiła piruet.
-Jest cudownie-zaśmiałam się.
-A ty Davi co myślisz?
-Jaa?-pomyślał chwilę-Jest ładnie-uśmiechnął się szeroko.
-No to chyba mogę iść.
-A gdzie chłopaki?
-Zaraz schodzą.
-Z nimi to gorzej niż z kobietami-stwierdziłam.
-Co gorzej niż z kobietami?-wyłonił się za ściany piłkarz Barcelony.
-Wy szykujecie się dłużej niż my-odpowiedziała jego siostra.
-Aaa. No ale teraz jesteśmy już gotowi. Idziemy?-spytał Jo.
-Tak-Rafa wstała i poszli we trójkę. Neymar jeszcze podszedł do mnie i do synka. Pożegnał pierw się z małym. Pocałował go w czoło. Powiedział żeby był grzeczny i mnie nie męczył. Następnie podszedł do mnie i pocałował czule w usta. Spytał jeszcze czy na pewno ma iść na co przytaknęłam. Zostaliśmy sami z Davim.
-To co robimy?-zapytałam chłopca.
-Pizza, telewizor i bajka.
-Nie wiem czy możesz jeść pizze.
-Mogę mama mi pozwala.
-Na pewno?
-Tak.
-A co ty na to żebyśmy poszli do mnie i po drodze zajdziemy po dużą pizze?
-Tak! Ale masz bajki?
-Oczywiście, że mam!
-W takim razie idziemy!-krzyknęłam. Napisałam tylko sms'a do Neymra, że w razie czego będziemy u mnie w domu. Odpisał tylko krótkie 'ok' i nic. Ubrałam małego i spakowałam rzeczy potrzebne dla chłopca. Czyli ubranka, piżamka, szczoteczka do zębów i pasta dla dzieci. Davi w tym czasie spakował ulubione zabawki. Ubrałam sobie i chłopczykowi kurtkę oraz buty i wyszliśmy. Po drodze oczywiście weszliśmy po pizze. Daviemu wzięłam małą z szynką a dla mnie była wegetariańska. Z naszymi zdobyczami udaliśmy się do domu. Niestety był za daleko na spacer więc zamówiłam taksówkę, która była parę minut później.
Zapłaciłam kierowcy i wysiadłam z samochodu. Otworzyłam drzwi i zdjęłam buty i kurtkę małemu, następnie sobie.
-Zapraszam do salonu-pokazałam ręką w stronę pomieszczenia.
Usiedliśmy na kanapie, włączyliśmy TV. Pobiegłam szybko do kuchni po talerze. Wróciłam do Brazylijczyka. Nałożyłam jeden kawałek sobie i mojemu małemu gościowi. Zjedliśmy całe pizze podczas oglądania 'Pingwinów z Madagaskaru'. Lubie tą bajkę. W ogóle lubię bajki, co pewnie już wiecie.
Cały nasz wieczór spędziliśmy przed telewizorem. Teraz była godzina 21.
-Davi czas spać.
-Jeszcze chwilkę. Proooszę.
-Davi jutro nie wstaniesz.
-No dobra-poszłam wykąpać małego. Następnie ubrałam mu piżamkę i zaprowadziłam do łóżka-opowiesz mi bajeczkę?
-Oczywiście-opowiedziałam mu bajkę. Kiedy zorientowałam się kiedy zasną wstałam i pocałowałam jego czoło. Poszłam do salonu i posprzątałam po naszej kolacji. Kiedy ogarnęłam wszystko usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Dzie...
-Przyszłem wyjaśnić ci kilka sprawa-chłopak wtargnął do mojego domu.

*Neymar* W klubie bawiłem się znakomicie. Kiedy Tessa napisała do mnie, że wychodzi z Davim do swojego domu odpisałem tylko 'ok'. Nie miałem czasu, bo właśnie tańczyłem z długonogą brunetką. Nie powiem miała świetne ciało. Nasze ciała dogadywały się przez taniec. Nie musiałem dużo gadać, by wiedzieć, że mnie pragnie.
-Zabawimy się na górze?-wyszeptała prosto do mojego ucha, delikatnie przygryzając jego płatek. Była bardzo pewna siebie. Lubię takie. Takie co wiedzą co chcą. Tylko mam jeden problem - Tessa. Nie chcę jej zranić i nie mam takiego zamiaru. Kocham ją i to ona jest moim skarbem. Moim sensem życia.
-Nie mogę-odsunąłem się lekko od niej.
-No weź-położyła mi dłoń na torsie-twoja dziewczynka się nigdy nie dowie.
-Nie!
-Nie pożałujesz. Jestem w tym boska.
-Może i tak ale nie skorzystam!-odepchnąłem ją od siebie.
-Jak chcesz ale radzę ci zadzwonić do tej twojej laseczki.
-Co?-od razu po tym wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Tess. Nie odbierała. Przeraziłem się. Jeśli coś się jej stało nie daruję sobie tego. Brunetka stała i śmiała się.
-Nie odbiera? Jaka szkoda-prychnęła i chciała odejść. Podbiegłem do niej i złapałem mocno za łokieć.
-Co jej jest?! Co zrobiłaś?!
-Kurwa puść mnie frajerze!
-Gdzie ona jest?!-szarpałem dziewczyną.
-Jedź do jej domu to się przekonasz!-krzyknęła i wyrwała się. Nie miałem siły za nią biec. Chciałem jak najszybciej być przy Tess. O co do cholery tej suce chodziło? Ponownie wybrałem jej numer ale nic z tego. Pobiegłem do baru gdzie znajdowała się pozostała trójka moich towarzyszy.
-Tessa!
-Neymar o co ci chodzi?-przestraszyła się Rafa.
-Coś się jej stało!
-Ale co?
-Proszę jedźmy do jej domu! Opowiem wam wszystko po drodze!-wybiegliśmy z klubu i zamówiliśmy taksówkę która była kilka minut później. Opowiedziałem wszystko im. Kierowca na szczęście nic nie zrozumiał, bo mówiliśmy po portugalsku. Co chwila pośpieszałem go ale po hiszpańsku. Dwadzieścia minut później wyleciałem z samochodu. Za mną biegli chłopaki a Rafa płaciła kierowcy.
Wpadliśmy do domu. Na szczęście drzwi były otwarte. Przerażony otwartym domem pobiegłem do salonu. Tessa nigdy na noc nie otwierała drzwi. Zawszę je zamykała. Kiedy wpadłem do salonu widok mnie przeraził. Tessa leżała na podłodze. Z jej łuku brwiowego leciała krew. Miała rozciętą wargę i strasznie siną prawą rękę. Leżała w kałuży czerwonej cieczy. Nie mogłem na to patrzeć.
-Chłopaki w salonie!-po chwili zobaczyłem Gila i Jo koło siebie.
-Rafa dzwoń na karetkę!-krzyknął Jo. Nie wiedziałem co mam zrobić. Nigdy nie byłem w takie sytuacji. Co tutaj się stało? Dlaczego Tessa leży pobita? Kto to zrobił i dlaczego? Skąd ta dziewczyna w klubie wiedziała o tym? Te wszystkie pytania krążyły po mojej głowie. Problem w tym, że nie znam odpowiedzi na żadne te pytanie.
-Tato?-usłyszałem cichy szept mojego synka. Cholera! Zapomniałem, że był razem z Tess. Zarwałem się od dziewczyny i podbiegłem do niego. Wziąłem jak najszybciej go na ręce i zaniosłem z powrotem do sypialni. Nie chciałem żeby widział ją w takim stanie. Posadziłem małego na łóżku.
-Davi wszystko w porządku?-spytałem przestraszony tym, że on tutaj był.
-Tak tato ale co z Tess? Czemu leżała na podłodze?- i co ja miałem mu powiedzieć? To jeszcze dziecko nie zrozumie tego.
-Nie wiem Davi.
-Co się jej stało?-widziałem jak łzy pojawiają się w jego oczach.
-Davi nie płacz wszystko będzie dobrze. Tessa gorzej się poczuła i upadła. Nic się jej nie stało. Obiecuję-przytuliłem syna do swojej klatki piersiowej. Wtulił się w nią jeszcze bardziej. Mam nadzieję, że moja obietnica będzie prawdą i nic poważnego się nie stanie.
Usłyszałem ciche skrzypnięcie drzwi a zaraz po tym czerwononiebieskie światła karetki.
-Jedź, zajmę się Davim-powiedziała szeptem moja siostra.
-Dziękuję-położyłam małego, który zdążył już zasnąć. Szybkim krokiem udałam się do salonu. Tessa leżała na noszach.
-Jadę w wami-oznajmiłam lekarzom.
-Tylko najbliższa rodzina może jechać karetką-odpowiedział mi w pośpiechu jeden z nich.
-Jestem narzeczonym.
-W takim razie zapraszam.
-Ney będziemy jechać za karetką-powiedział Gil.
-Nie proszę zostańcie z Raf. Nie chce żeby była sama.
-Jak chcesz ale napisz nam, w którym szpitalu będziecie. Przyjedziemy rano.
-Jasne-pobiegłem do karetki. Wsiadłem szybko. Kierowca włączył 'koguty' i zaczął jechać. Złapałem zimną dłoń mojej kochanej i pocałowałem ją lekko. Ona musi z tego wyjść. Nie przeżyję bez niej. Bez mojego sensu życia. Kocham ją. Da radę! Dla mnie, dla Rafy, Daviego. Musi być wszystko w porządku. Ona musi to przeżyć.
-Tessa nie poddawaj się. Walcz-powiedziałem nadal trzymając jej kruchą dłoń. Po moich policzkach spływały łzy. Jedna z nich kapnęła na policzek dziewczyny. Co się później wstało wyglądało jak w bajcę. Tessa otworzyła swoje piękne oczy.
-Neymar?-szepnęła
-Jestem tutaj-ucieszyłem się i pocałowałem jej dłoń. Lekarze od razu zerwali się z miejsca i podeszli do Tess. Zaczęli przypinać, odpinać i badać moją ukochaną. Byłem zmuszony odsunąć się od niej aby dać więcej miejsca.
-Kocham cię-wyszeptała w moją stronę. Ponownie zamknęła oczy i już ich nie otworzyła. Straciła przytomność. Z moich oczu wypłynęło więcej cieczy. Załamałem się.
Karetka dojechała do szpitala. Wysiadłem z auta. Lekarze w natychmiastowym czasie zawieźli Tess na jakąś salę. Biegłem cały czas za nimi a łzy mi to strasznie utrudniały. Nie chciałem opuszczać jej nawet na krok. Lekarz zabrał Tess do sali na którą ja nie mogłem wejść.
-Pan nie może-zatrzymał mnie w drzwiach.
-Ale...
-Nie można-powiedział i zamknął mi drzwi przed nosem. Nie mogłem tam wejść więc usiadłem na fotelu który stał na korytarzu. Nie na widzę szpitali. Wszystko jest tutaj takie białe i ponure. Może niektórym wyda się to dziwne ale nie lubię tego specyficznego zapachu. Według mnie pachnie tu śmiercią. Nie na widzę tego! Tak jak obiecałem napisałem adres szpitalu w którym się znajdujemy. Chłopaki chcieli przyjechać ale przekonałam ich by zostali z Rafaelą i Davisiem. Umówiliśmy się, że przyjadą jak zjedzą śniadanie. Poprosiłem ich tylko żeby nie mówili Daviemu co się stało z moją kochaną. A ja czekałem. Czekałem na człowieka w białym fartuchu, który jest w jednej sali razem z miłością mojego życia...

¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤

Okej udało mi się coś napisać ale czy jest to dobre to ja nie wiem :/ Wydaje mi się, że jest jakiś nudy ale inaczej nie umiem dobrać odpowiednich słów :c
Czekam na Wasze opinie w komentarzach!
Jak myślicie to będzie coś poważnego? :) 
Czy raczej nie?

Do następnego!

KOMENTUJESZ - MOTYWUJESZ

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 21

Kiedy dojechaliśmy pod dom Ney'a pomógł mi wysiąść z Audi i zaprowadził pod drzwi. Szłam pewnie przed siebie do salonu. Usłyszałam śmiech Rafy i jakiejś innej dziewczyny. Nie mogłam w to uwierzyć. Stanęłam w wejściu do salonu i patrzyłam na osoby znajdujące się w salonie.
-Tata!-krzyknął mały blondynek
-Davi! Hej, stęskniłeś się?-wziął małego na ręce i ucałował.
-Cześć my się chyba jeszcze nie znamy-zaczęła dziewczyna. Doskonale wiedziałam kto to. Carolina mama synka Neymara. Nie była jego byłą dziewczyną, bo nigdy nie byli razem. Podobno poznali się na jakiejś imprezie i przespali się z sobą. Na filmikach Cah wydawała się na prawdę super ale czy jest taka w prawdziwym życiu?
-Hej, Tessa-podałam jej rękę.
-Carolina dla przyjaciół Carol albo Cah jak kto woli-uścisnęła moją dłoń i zaśmiała się.
-Miło mi-nie powiem trochę mnie krępowała ta sytuacja. Trochę bardzo.
-Davi chciałbym ci przedstawić Tess-Neymar podszedł do mnie z Luccą na rękach.
-Hej Davi. Wiesz, że bardzo chciałam cię poznać. Twój tatuś dużo mi o tobie opowiadał-uśmiechnęłam się zachęcająco.
-Na prawdę?-spytał słodziutko.
-Tak, na prawdę-zaśmiałam się.
-A ty lubisz się bawić samochodzikami?
-Lubię a chcesz się ze mną pobawić?-spytałam a Davi uciekł Neymarowi z rąk i pobiegł schodami na górę.
-To co wino?-spytał nas Ney. Wszystkie przytaknęłyśmy. Neymar poszedł po wino a my z dziewczynami usiadłyśmy na kanapie.
-Jesteś bardzo ładna-powiedziała Cah.
-Ym...dziękuję. Ty również jesteś bardzo ładna. O wiele ładniejsza niż na zdjęciach.
-Nie jesteś taka jak Bruna-stwierdziła.
-A jaka ona była?
-Chamska przede wszystkim-odpowiedziała Rafa.
-Nie lubiłyście jej?
-Nie!-powiedziały równocześnie.
-Ale przecież czytałam, że ty Rafa przyjaźnisz się z nią.
-To były kłamstwa. Mówiliśmy tak tylko ze względu na fanów.
-Jakich fanów?-zapytał Neymar wchodzący do salonu z kieliszkami.
-Mówiłyśmy o waszych fanach-powiedziała Cah.
-Naszych?-spytaliśmy równocześnie z Ney'em.
-Tak waszych!-krzyknęły razem-nawet nie wiecie jak w Brazylii się o was mówi-dokończyła Carolina.
-Jak?-spytałam lekko przerażona
-Po waszym ostatnim zdjęciu razem wszyscy w kraju mówią tylko o was-obie pyły podekscytowane.
-Jak to tylko o nas?-byłam po prostu przerażona.
-Spokojnie skarbie-Neymar przytulił mnie i pocałował w skroń. Ja już wiem, nie będę się tym przejmowała. Tak, tak będzie najlepiej. Chyba.
-Ale co mówią?-zapytał Neymar.
-Wszystko, że ponownie się zakochałeś, że wyglądacie razem cudownie, że pasujecie do siebie ale mówią także, że Tess ukradła ciebie Brunie-na ostatnie wypowiedziane słowa się trochę skrzywiła.
-Super-wzdychnęłam-jeszcze tego brakowało żeby mówili, że cię jej zabrała, rozbiłam związek i w ogóle.
-Daj spokój-kiwnęła ręką Rafa.
-Najważniejsze, że my wiemy prawdę i tak nie myślimy-pocieszyła mnie mama Davisia. Jednak w telewizji mówili prawdę, że jest miłą, pomocną i inteligentną dziewczyną. Myślę, że nie udaje.
-Dziękuję Wam-zrobiliśmy grupowe przytulanie.
-Co się stało?-spytał chłopczyk. Miał w ręku pełen od samochodów koszyk.
-Przytulamy się. Idziesz do nas?-spytała siostra piłkarza.
-Tak!-krzyknął, upuścił koszyczek z zabawkami i podbiegł do nas. Ponowiliśmy swój uścisk, który trwał parę minut-Tess bawimy się?
-Tak! Chodźmy!-krzyknęłam jak małe dziecko i podbiegłam do koszyczka z samochodami.
-A może pobawicie się na dworze?-zaproponowała matka Daviego.
-Tak!-ucieszył się mały.
-W takim razie idziemy! Kto pierwszy przy basenie!-wydarł się tatuś i wszyscy się zerwali. Wygrała Rafa w naszym wyścigu a drugi był oczywiście Davi. Siedziałam z Davim na kocyku i bawiłam się zabawkami. Ney, Cah i Rafa siedzieli na leżakach nieopodal nas. Muszę przyznać, że maluch jest słodki i bardzo miły. Szybko złapałam z nim kontakt. Czas płyną bardzo szybko. Za szybko. Nim się obejrzałam na niebie pojawia się biała kulka w postaci księżyca.
-Davi chodź idziemy spać-Cah podeszła do nas i wyciągnęła rękę w kierunku chłopczyka.
-Mamo proszę-próbował ją ubłagać.
-Nie Davi idziemy spać teraz-nie uległa mu.
-Davi idź spać jutro się pobawimy jeszcze-powiedziałam a chłopczyk się ponuro do mnie uśmiechną.
-Tessa ma rację jutro się pobawicie-przyznała mi rację.
-No już szybko do łóżka-klasnęłam w ręce. Lucca jak na zawołanie poderwał się i pobiegł szybko do domu. Carol poszła za nim. W tym czasie ja pozbierałam zabawki do koszyka i złożyłam kocyk.
-Ja też się już będę zbierała-powiedziałam do rodzeństwa.
-Przecież możesz zostać tutaj na noc-powiedziała siostra piłkarza.
-No właśnie skarbie-Neymar podszedł i pocałował mnie
-Nie naprawdę ja już pójdę.
-Zostajesz-Ju wziął mnie na ręce i przerzucił przez ramię. Krzyczałam żeby mnie puścił ale nic sobie z tego nie robił. Zaniósł mnie do swojego pokoju. Zamknął drzwi na klucz i położył na łóżku.
-Co będziemy robić?-spytałam chłopaka leżąc na śnieżno białej pościeli.
-A co chcesz?-odpowiedział mi pytaniem na pytanie. Nie odpowiedziałam, bo wiedziałam czego chce. Problem w tym, że ja nie jestem jeszcze gotowa. Może to głupie, bo mam dziewiętnaście lat i jeszcze z nikim nie spałam. Nie jestem taka jak większość dziewczyn w moim wieku i nie idę z pierwszym lepszym do łóżka. O nie! Nie jestem jakąś dziwką żeby stracić coś tak ważnego dla mnie. Moje niektóre koleżanki straciły to w wieku piętnastu lat jak dla mnie o wiele za wcześnie. Mój obecny wiek jest dla mnie za wczesny ale co poradzić, chciały to zrobić to zrobiły. Niektóre żałują a nie które mają to po prostu gdzieś i na prawo lewo się tym chwalą. Niestety dla mnie nie ma się czym chwalić. Ja bym się wstydziła i raczej nie przyznawała do takiego czynu ale one nie są mną a ja nie jestem nimi. Bywa, takie życie. Nic na to nie poradzę.
-Nie wiem i czekam na propozycję od ciebie-skuliłam się bardziej na łóżku i przygryzłam wargę. Nie wiem czy mój odruch nie zostanie odebrany przez Neymara jako zachęty, bo nie chciałabym go rozczarować tym, że nie chce jeszcze stracić swojej niewinności. Neymar ściągnął koszulkę i położył się koło mnie. Umieścił dłoń na boku mojej tali a drugą ręką bawił się kosmykiem włosów. Nic nie mówił a ja patrzyłam w jego piękne brązowo-zielone oczy, w które mogłabym się patrzeć w nieskończoność.
-Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham-powiedział a właściwie wyszeptał mi do ucha. Pocałował lekko moje usta. Leżał na mnie i dotykał mojego ciała. W pewnym momencie jego ręce wsunęły się pod moją koszulkę. Nie protestowałam chodź wiem, że może to zajść za daleko. Pozwoliłam mu zdjąć kawałek materiału jaki miałam no sobie. Nasz spokojny pocałunek przerodził się w wojnę. Nasze języki toczyły walkę.Neymar miał idealne ciało. Chciałam żeby mnie zabrał do krainy w jakiej jeszcze nie byłam z nikim ale bałam się, że mnie tylko tym skrzywdzi. W tamtym momencie nie byłam jeszcze gotowa. Nasze usta ponownie się złączyły i toczyły bitwę. Neymar jeździł dłońmi po całym moim nagim brzuchu. Zjeżdżał pocałunkami w kierunku dekoltu.

*Neymar *Zjeżdżałem pocałunkami w kierunku dekoltu aby następnie powrócić do cudownych ust Polski. Moje dłonie zmierzały w stronę spodenek Tess a usta ssały i przygrywały wrażliwą skórę szyi. Kiedy miałem już odpinać guzik spodenek Tess. Poczułem na niej delikatny jak skrzydła motyla dotyk. Przerwałem i spojrzałem na twarz dziewczyny. Był nie pewny. Widziałem, że nie jest jeszcze gotowa. Może ma racje. Może rzeczywiście to wszystko dzieje się za szybko. Spojrzałem w najpiękniejsze oczy na świecie. Jej zawsze pewny wzrok teraz był inny, nieśmiały. Przymknęła powieki i odwróciła głowę.
-Tessa wszystko w porządku?
-Tak, wszystko jest okej-wyszeptała praktycznie nie słyszalnie. Nadal miała zamknięte oczy. Chwyciłem jej podbródek i odwróciłem jej twarz. Otworzyła oczy i spojrzała nie pewnie w moje.
-Przecież widzę, że coś jest nie tak-pocałowałem ją namiętnie. Nie chciałem żeby myślała, że chce ją skrzywdzić. Kocham ją i pragną jej szczęścia. Nie jest mi obojętna. Nie jest dziewczyną z klubu.
-Ja...nigdy tego nie robiłam-wyznała i ponownie odkręciła głowę.
Byłem cholernie zdziwiony. Nie wiedziałem co mam zrobić. Oparłem czoło na jej nagim brzuchu i delikatnie jak piórko pocałowałem jej ciało. Była taka piękna więc jakim cudem nie straciła jeszcze swojej niewinności? Zachowaniem przypominała anioła. Zawsze uśmiechnięta i wesoła. Lubiana i miła. Była idealna w każdym znaczeniu tego słowa.
-Przepraszam nie wiedziałem-wyszeptałam.
-Nie przepraszaj. Ja chciałabym ci to dać ale nie jestem jeszcze gotowa-mówiła nawet na mnie nie patrząc. Z pewnej siebie kobiety wstała się nieśmiałą dziewczynką.
-Zaczekam...-pocałowałem ją w policzek i zsunąłem się z jej ciała. Taka była prawda. Skoro nie była pewna swojej decyzji ja nie zamierzam jej do niczego zmuszać ani przyśpieszać decyzji. Jeśli ją podejmie będę najszczęśliwszym mężczyzną na całym świecie i jeszcze dalej.
Objąłem ręką dziewczynę i przytuliłem jak najszczelniej. Leżała w samym staniku i spodenkach, podobnie jak ja. Tylko, że ja miałem same bokserki. Przerzuciła rękę przez mój brzuch i wtuliła się we mnie. Splotła razem nasze nogi. Umiejscowiła głowę na moim torsie. W miejscu gdzie bije moje serce, które należy do niej. Teraz mogę otwarcie i bez wstydliwie stwierdzić, że Tessa to moja wybranka. Jest dziewczyną, z którą chce spędzić dni do końca życia. Pragnę jej szczęścia. Chce by budziła się codziennie rano koło mnie. żeby jej wspaniały uśmiech nie schodził z twarzy. Pragnę mieć ją w sercu, dla którego jest biciem.
Jutro mam trening i chce zrobić niespodziankę mojej ukochanej. Myślałem trochę nad tym co chce zrobić. W końcu wymyśliłem. Tessa już dawno spała. Zrobiłem to samo i chwilę później także odpłynąłem w krainę snu.

*Tessa* Rano obudziłam się wtulona w Neymara. Byłam szczelnie do niego przytulona ale z łatwością wyswobodziłam się z uścisku. Pierwsze co zrobiłam, to poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Ubrałam ponownie stare ubrania i poszłam do pokoju Rafy aby pożyczyła mi nowy strój i kosmetyki, bo nie chce mi się jechać do domu a tutaj nie mam żadnych swoich rzeczy. Zapukałam do drzwi.
-Proszę-usłyszała i weszłam do pokoju siostry piłkarza.
-Rafa pomocy-zaśmiałam się.
-Ubrania są w szafie a kosmetyki tutaj-także się zaśmiała i pokazała palcem na szafkę, w której są rzeczy do makijażu.
-Dziękuje ratujesz mnie-zaśmiałam się i podeszłam do ogromnej białej szafy.
-Dla najlepszej przyjaciółki wszystko-także się zaśmiała-idę zrobić śniadanie a ty jak skończysz to przyjdź do kuchni-powiedziała i wyszła z pokoju. W spokoju nie śpiesząc się wybrałam ubrania na dzisiejszy dzień. Rafaela miała wspaniałe ubrania. Eleganckie i bardzo modne. Niektóre kosztowały sporą kasę. Wybrałam jedną z sukienek. Posiadała dość spory dekolt, cekiny na górze i czarny dół. Do tego szpilki i srebrny pierścionek z czaszkami. Podeszłam do szafki z kosmetykami i wyjęłam z niej parę potrzebnych rzeczy. Czerwony lakier, szminkę tego samego koloru, podkład, puder, tusz do rzęs, czarną kredkę do oczu i eyeliner. Zrobiłam makijaż, usiadłam na łóżko i zaczęłam malować pazurki. Kiedy malowałam ostatni paznokieć drzwi zaczęły się powoli otwierać.
-Hej-zaczął.
-Hej. Co się tak skradasz?
-Rafa mówiła, że się przebierasz-podszedł i usiadł koło mnie na łóżku.
-Chciałeś mnie podglądać?-spytałam i uniosłam brwi do góry.
-Nie ale...
-Ale co?-zaśmiałam się.
-Nie wiem.
-Zboczeniec-powiedziałam przez śmiech, następnie pocałowałam go namiętnie w usta. Zaskoczyłam go moim zachowaniem. Byłam pewna, że się tego nie spodziewał. Pewnie myślał, że go okrzyczę ale nie tym razem. Raz mu odpuszczę. Całowaliśmy się dłuższą chwilę, aż nie zabrakło nam powietrza.
-Rafa pewnie zrobiła śniadanie-powiedział.
-Tak wiem. Idziemy?
-Jasne-wstał i wyciągnął rękę, którą złapałam. Zeszliśmy do jadalni gdzie już wszyscy byli.
-Hej-przywitałam się.
-Hej Tessa. Jak się spało?-spytała Cah całując mnie w policzek.
-Dobrze-zaśmiałam się.
-Wyobrażam sobie-zaśmiał się Gil.
-To nie wyobrażaj sobie za dużo-odgryzł się Ney. Popatrzyłam na niego i było widać, że jest zły na przyjaciela. Nic już nie mówiłam tylko usiadłam do stołu. Zajęłam miejsce między Carol i Jo. Ney siedział na przeciwko mnie.
-Smacznego wszystkim życzę-powiedziała Rafa stawiając wielki talerz napełniony naleśnikami.
-Davi jeszcze śpi?-zapytał Carolinę Ney.
-Tak śpi-odpowiedziała.
-O której masz samolot?-zapytał 'przyszywany' brat rodzeństwa.
-O 17 więc o 16 muszę wyjść z domu.
-Jedziesz już dziś?-spytałam.
-Tak miałam tylko przywieść małego.
-A nie możesz zostać?-zapytała Rafa.
-Nie mogę mam już umówione sesje-mówiła smutno.
-A kiedy wracasz?-zapytałam ponownie ja.
-Po ostatnim meczu Ney przylatuje do Brazylii i to on odda mi Daviego-odpowiedziała.
-Właśnie Tess-Ney chyba sobie coś przypomniał.
-Tak?
-Będziesz na meczu?
-Jasne jeśli chcesz-uśmiechnęłam się.
-Oczywiście. Będzie też Rafa, chłopaki i Davi-oznajmił mi.
-Super nie mogę się doczekać. Na pewno wygracie.
-Liczę i mam nadzieję na to-zaśmiał się. Resztę śniadania także rozmawialiśmy. Kiedy każdy skończył jeść zaproponowałam sprzątanie. Ney powiedział, że mi pomorze ale chłopaki się uparli, że dawno nie grali razem w Fifę i porwali mi go. Na szczęście pomogła mi Cah.
-Kocha cię-wypaliła nagle wycierając naczynia.
-Co?
-Neymar. Widać, że jest w tobie zakochany po uszy. Na gołe oko to widać.
-To dobrze. Chyba. Ja też go kocham.
-Tworzycie naprawdę fajną parę-zaśmiała się i włożyła ostatni talerz na szafki.
-Dzięki-odpowiedziałam i poszłam do salonu gdzie toczyła się zacięta walka na murawie. W telewizorze oczywiście. Chłopaki grali w fifę a gdy coś się nie udawało krzyczeli ze złości. Usiadłam koło Neymara. Był w samych spodenkach. Podobnie wyglądał także Gil i Jota.
Wyjęłam telefon i kradnąc wifi z domu piłkarza weszłam na instagrama. Dawno mnie tu nie było a z dnia na dzień coraz więcej osób mnie obserwuję. Nie mówię, że mi to przeszkadza czy coś ale już się boje co będzie się działo jak wyjdzie artykuł. W tedy to się posypią plotki. Najgorsze jest to, że ja nie wiem czy dam radę. Kiedy Neymar spotykał się z Bruną słyszałam pełno plotek i w ogóle masę niemiłych rzeczy. Ludzie wymyślali przeróżne historie. Była kilka razy w ciąży, tysiąc razy zrywała z Ney'em a nie mówiąc już o ciekawostkach z życia w łóżku ale dobra mniejsza z tym.
Na portalu zobaczyłam naprawdę fajne zdjęcia moich przyjaciół, miłe komentarze. Lubię je czytać. Na miłe słowa robi mi się ciepło w sercu ale na te nie miłe mam wyjebane.
Piłkarze od konsoli zakończyli mecz a ja grzebanie w internecie. Ostateczny wynik był 2-2 więc nie kłócili się. Neymar odłożył pada mi objął mnie ręką. Przytuliłam się do jego nagiego torsu.
-Jakie mamy plany na dziś?-zapytała Rafa, która siedziała na fotelu nieopodal nas.
-Plaża?-od razu zaproponował Jo.
-Impreza!-krzykną Gil.
-Zabawa w chowanego!-teraz głos zabrał wbiegający do pokoju Davi. Usiadł koło mnie i przywitał się buziakiem w policzek.
-Ej a tatuś?-Neymar udawał obrażonego.
-Tato fuuu-zaśmiał się młody Brazylijczyk. Podpełzną na kolana taty i wyszeptał. Słyszałam to-nie przy dziewczynach-Ney i Davi się zaśmiali a ja zrobiłem to w duchu. Synek jest bardzo podobny do ojca. Czasami aż za bardzo.
-To co robimy?-spytała Rafa.
-Cah dziś wylatuje więc może później skoczymy na plażę?-zaproponowałam.
-Jasne-powiedział mój ukochany.
-Przestańcie nie musicie czekać aż wylecę.
-Spokojnie plaża nie ucieknie-zaśmiałam się.
Do godziny szesnastej czas minął nam na zabawie z najmłodszym w rodzinie i na rozmowach oraz śmianiu się. Kiedy wybiła ustalona godzina Carolina poszła po swoje rzeczy do pokoju. Nie miała ich dużo, bo przyjechała tylko na jeden dzień...

¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤

I jest kolejny! Co sądzicie?
Piszcze mi w komentarzach co mam poprawić i mówcie swoje pomysły na kolejne rozdziały :)
Jeżeli pod tym postem będzie dużo komentarzy następny rozdział dodam jeszcze w tym tygodniu!
Pamiętajcie komentarze motywują! :D

Do następnego!

KOMENTUJESZ - MOTYWUJESZ

środa, 1 kwietnia 2015

Rozdział 20

TEN ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ OLI ♥ DLA CIEBIE ICH POGODZIŁAM ♥

Biegłam tak przed siebie parę minut. Nie wiem co się ze mną stało przecież to tylko głupi wolny taniec. Sama nie rozumiem czemu tak zareagowałam. Ja na prawdę go kocham. Oddałabym wszystko dla niego. Oddałabym życie by się uśmiechnął, swoje szczęście by on nie był smutny. Ostatni łyk picia żeby nie był spragniony. Po prostu oddałabym wszystko dla niego.
Chodziłam po parku i miałam komplety mętlik w głowie. Przecież mnie nie zdradził, nie przyłapałam go z nią w łóżku ale ten taniec. Widziałam, że mu się to podoba. Ta dziewczyna była sto razy ładniejsza ode mnie. Skąpo ubrana. Miała idealną figurę i długie włosy. Była idealna dla znanego piłkarza.
Usiadłam na jednej z ławek w parku. Pozwoliłam łzom spływać po moich policzkach. Teraz już ich nie ukrywałam. Siedziałam tak i nagle usłyszałam kroki za sobą. Szybko odwróciłam głowę.
-Tessa-wyszeptał i podszedł bliżej. Usiadł koło mnie-Tessa przepraszam-widziałam w jego oczach ból. Ja też go miałam tyle, że w sercu.
-Nie przepraszaj-moje policzki stawały się coraz bardziej mokre. Przybliżył się do mnie i ujął dłońmi moją twarz i otarł mokre od łez poliki. Jego dotyk był pełen emocji. Niby to nic takiego ale dla mnie jest wspaniały. Sprawiał, że mu ulegałam. W jego obecności nie potrafię się smucić. Nie ważne jak boli, przy Neymarze czuję się spełniona i szczęśliwa. Kocham go.
-Będę. W końcu to przeze mnie płaczesz, znowu-wiedziałam, że żałował.
-Nie Neymar to nie tak...-nie dał mi dokończyć.
-Właśnie, że tak, to wszystko moja wina a obiecałem ci, że nie będziesz już płakała przeze mnie i chciałbym dotrzymać tego słowa. Nie chce abyś cierpiała a już na pewno nie z mojej winy. Kocham cię i jesteś dla mnie najważniejsza. Jesteś dla mnie wszystkim, moim światem.
-Ney ja to wszystko wiem i nie jestem zła na ciebie.
-Więc co tu robią łzy?
-Nie jestem zła na ciebie tylko na siebie.
-Na siebie? Dlaczego?
-Po prostu. Kiedy zobaczyłam cię tańczącego z tamtą dziewczyną coś mnie zakuło ale nie jestem zła. Byłam głupia, że uciekłam, że nie dałam ci tego wytłumaczyć. Przecież to tylko taniec, nic takiego a jednak mnie zabolało.
-Ej, nie jesteś głupia. Przepraszam cię nie chciałam aby tak wyszło. Wybacz mi.
-Nie mam czego ci wybaczyć-zaśmiałam się-Kocham cię-pocałowałam go.
Siedzieliśmy przytulani na ławce w parku. Pomimo tego, że hiszpańskie noce są ciepłe mi było zimno. Mocniej wtuliłam się w chłopaka by choć trochę się ogrzać. Udało się na parę minut. Potem chłód powrócił.
-Zimno ci?
-Trochę.
-W takim razie zbierajmy się-powiedział. Wstałam z ławki i przytuliłam się się do Neymara. Szliśmy w ciszy. Nie była ona krępująca wręcz przeciwnie.
W końcu doszliśmy w upragnione przeze mnie miejsce - mój dom. Bolą mnie nogi. Gdybym wiedziała, że klub był aż tak daleko to zamówiłabym taksówkę.
-To co do jutra?-jako pierwszy odezwał się Neymar
-Tak. Chyba tak.
-Przyjechać po ciebie?
-Nie dam sobie radę sama.
-Na pewno?
-Tak-pożegnałam się z Ju pocałunkiem w usta. Kochany poczekał aż wejdę do domu i dopiero odszedł. Pobiegłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Nie chciało mi się nic. Dosłownie. Ubrałam byle jaką piżamę i wskoczyłam do łóżka. Od razu zasnęłam.
Rano wstałam chwilę po dziewiątej. Otrząsnęłam się z zaspania i wyszłam z łóżka. Wybrałam wzorzystą bluzkę, w której przeważał kolor żółty i niebieski, zwykłe krótkie spodenki. Udałam się do łazienki gdzie wzięłam prysznic, umyłam swoje włosy, potem je susząc. Wyszorowałam zęby i ubrałam naszykowany wcześniej komplet. Nałożyłam lekki makijaż i uczesałam się w kucyka. Wybrałam pasującą biżuterię i odpowiednie buty. Byłam gotowa. Zjadłam śniadanie oraz posprzątałam po sobie. Usłyszałam telefon więc odebrałam.
-Halo?-spytałam zdziwiona faktem, że dzwonił do mnie numer nieznany.
-Tessa to ja Luis. Chciałem Ci powiedzieć, że potrzebuję Cię dziś na wywiadzie.
-Gdzie mam przyjechać?
-Neymar po ciebie przyjedzie.
-Neymar?
-Tak to z nim chcą przeprowadzić wywiad.
-Aha no dobra, a o której?
-Za jakąś godzinę powinien być.
Tak jak trener powiedział tak się stało. Godzinę później Neymar stał pod moimi drzwiami. Zabrałam potrzebne rzeczy i wyszłam z domu wcześniej go zamykając. Tradycyjnie Ney otworzył mi drzwi od samochodu a ja podziękowałam buziakiem w policzek. Dojechaliśmy na miejsce w radosnych humorach. Na miejscu czekał już Luis. Podeszliśmy do niego i po chwili skierowaliśmy się w stronę sali gdzie ma się odbyć wywiad. W pomieszczeniu panował duży ruch. Roiło się od fotoreporterów, ludzi z kartkami i długopisami, wszędzie były aparaty, kamery i bóg wie co jeszcze. Na końcu sali był długi stół przeznaczony między innymi dla Nas. Na samym środku usiadł Neymar po jego prawej stronie zasiedli osoby związane z klubem. Natomiast po lewej stronie tuż przy Ney'u zajął miejsce trener a ja koło niego i jeszcze trzy osoby po mojej stronie. Wywiad rozpoczął się a na sali rozbłysły białe światła w postaci fleszów. Na pierwszy ognień poszedł Neymar, bo jakby inaczej.
-Czy to prawda, że masz znowu kontakt z Bruną Marquezine?
-Nie to nie prawda. Ludzie, którzy tak mówią nie mają racji...
-Ale nie zaprzeczy pan, że widziano ostatnio Marquezine w Barcelonie?
-Nie zaprzeczę. Owszem widziałem się z nią raz ale tylko po to by ustalić co jest pomiędzy nami.
-Czy spotyka się pan teraz z kimś?-kolejne pytanie mnie zestresowało. Wiedziałam, że Ney chce powiedzieć już o Nas i byłam praktycznie pewna, że właśnie to zrobi.
-Tak owszem jestem w związku z cudowną kobietą.
-Czy możemy poznać już tą wybrankę?-odezwał się kolejny reporter
-Myślę, że tak. Jestem w związku z tutaj obecną Tessą De la Cruz-i wszystkie oczy na mnie. Jak ja kocham być w centrum uwagi. Czujecie sarkazm?
-Czy to prawda?-zapytali praktycznie chórem wszyscy a mi kompletnie odebrało mowę.
-J..ja..ja...
-Tak to jest prawda-odpowiedział za mnie mój chłopak.
-Nie jest pani osobą publiczną więc skąd zna się pani z piłkarzem?
-Poznaliśmy się w restauracji, w której pracowała Tess-Neymar nie dał mi odpowiedzieć. Może to i dobrze, bo jeszcze bym coś palnęła nie tak jak potrzeba.
-Trenerze-zaczął poważnie jeden z ludzi z aparatem-co właściwie robi tutaj pani De la Cruz?
-Tessa jest moją prawą ręką i od niedawna pracuję jako moja asystentka.
-Czy dostała tą pracę ze względu na relację z pańskim zawodnikiem?
-Nie no dość tym bzdur!-krzyknął Neymar-nie macie się czym zajmować? Ujawniłem wam nasz związek a od wy razu wchodzicie w to z butami. Nie macie lepszych pytań tylko te osobiste?-widać było, że się zdenerwował-teraz będziecie szukać jakiegoś pretekstu by dać w gazetach złą opinię Tess?-nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Bałam się, że to źle wpłynie na opinię Neymara, że wszystko popsuję.
-Spokojnie Neymar-upomniał go Luis-siadaj i zacznijmy od nowa a reporterów bym prosił o nie zadawanie prywatnych pytań o życiu moich podopiecznych-poprosił
-W takim razie zapytam o mecz, który odbędzie się już nie długo. Jakie są plany i czy macie szanse wygrać?
-Szansa jest zawszę. Mam nadzieję, że chłopcy dadzą z siebie wszystko tak jak zawszę i wygramy także to spotkanie-zakończył swoją przemowę a ja tylko patrzyłam na kartki leżące przede mną. Czułam się dziwnie z poprzednią sytuacją. Do końca wywiadu już nic nie słuchałam. Głównie bawiłam się palcami.
Wiem tylko tyle, że reporterzy zadawali mnóstwo pytań, bo od czasu do czasu wyłapywałam imiona piłkarzy, trenera i innych zawodników Barcelony.
Dwie godziny później było po wszystkim. Luis ogłosił oficjalny koniec zadawania pytań. Wstałam, zamyślona bez słowa odeszłam w stronę parkingu. Spytacie o czym tak myślałam. O tuż o wszystkim. Zaczynając od mojego ojca, który siedzi gdzieś w Polsce i nawet nie wiem czy żyje, przechodząc przez mój już oficjalny związek z Neymarem a kończąc na przyszłości. Nie wyobrażam sobie dalszego życia z Neymarem. Kocham go bardzo i nie mogę bez niego żyć. Nadal nie wierzę, że jesteśmy razem i to, że świat się o Nas wie. Boję się tylko jednego - że ludzie mnie nie polubią. Co jeśli będą mówili o mnie złe rzeczy? Nie wiem co wtedy zrobię. Dobra nie ważne może tak nie będzie. W spokoju doszłam do samochodu Neymara i oparłam się o maskę, napisałam sms'a do Juniora, że czekam na parkingu. Odpisał, że zaraz będzie. Postanowiłam cieszyć się słońcem. Mój odpoczynek nie trwał długo. Podbiegł do mnie mały chłopczyk. Na oko miał może z sześć lat. Był ubrany w koszulkę FC Barcelony z numerem mojego ukochanego.
-Dzień dobry!-przywitał się entuzjastycznie
-Dzień dobry! Mogę ci w czymś pomóc?
-Widziałem panią na zdjęciu Neymara i chciałem poprosić o autograf.
-Mój?-nie powiem jego prośba mnie zdziwiła, bardzo
-Tak! Jest pani bardzo ładna.
-Ojej dziękuję-Alex, bo tak miał na imię chłopczyk podał mi zeszyt, na którym widniał Leo Messi i długopis z Barceloną. To naprawdę mały wierny kibic.  Podpisałam się w zeszycie po czym oddałam własność do rąk młodego kibica. Jak na swój wiek był bardzo miły i wygadany. Nie zorientowałam się w ogóle, że mój ukochany był z nami. Rozmawialiśmy normalnie a w pewnej chwili Alex przerwał środku zdania i otworzył buzię na kształt litery ''O''. Nie wiedziałam o co chodzi. Przestraszyłam się.
-Alex coś się stało?-nic nie odpowiedział tylko powolnie podniósł rękę i palcem wskazał za mnie. Odwróciłam się i przede mną stał Neymar. Podszedł bliżej i przywitał się krótkim pocałunkiem w policzek. Chłopczyk nadal stał z otwartą buzią i nic nie mówił. Chyba był w szoku, że widzi piłkarza. Popatrzyłam na Neya a on na mnie. Porozumieliśmy się oczami. Ney na szczęście wiedział o co mi chodzi.
-Hej-kucną na przeciwko jego i podał rękę-jak masz na imię?
-A...al...a...ex
-Alex-powiedziałam a Ney się do mnie uśmiechnął. Mogłam się założyć, że nie wiedział co powiedział mały kibic
-Hej Alex ja jestem Neymar-zaśmiał się i dalej trzymał jego małą rączkę.
-Dzi...ee...ń dob...ry-nadal nie mógł się wysłowić
-Alex spokojnie-zaśmiał się do małego
-Ty-wskazał na niego paluszkiem-jesteś moim idolem.
-W takim razie...autograf? Zdjęcie? A może to i to?
-Tak!-krzyknął mały i wręczył Neymarowi zeszyt, na którym pojawił się zawijas w postaci autografu. Podpisał się także na koszulce i czapce chłopczyka. Niestety nie miał aparatu ale '11' Barcelony obiecała wstawić zdjęcie na portale społecznościowe. Ney podał mi swój telefon i obaj zaczęli pozować do zdjęć. Zrobiłam kilka i Alex zażyczył jeszcze zdjęcia ze mną, osobno i razem we trójkę. Po naszej prywatnej sesji przyszedł czas na pożegnanie się.
-Alex a gdzie są właściwie twoi rodzice?-zapytałam malucha.
-Rodzice?-zapytał z przerażeniem w oczach
-Byłeś tutaj z nimi?-tym razem pytanie zadał piłkarz.
-Tak byłem ale zobaczyłem Tess i odbiegłem od nich i i i nie wiem gdzie teraz są-miał łzy w oczach. Przytuliłam go po czym wzięłam na ręce.
-Spokojnie znajdziemy ich-Neymar poczochrał jego włoski. Zaczęliśmy szukać rodziców, Okazało się, że byli razem z ochroną i szukali małego po całym budynku. Oddalimy kibica w ręce matki i pożegnaliśmy się z rodziną. Poszliśmy do samochodu chłopaka. Naszym celem był jego dom.
Jechaliśmy ulicami Barcelony żywo dyskutując o chłopcu, którego spotkaliśmy. Był naprawdę bardzo słodki. Zawszę chciałam mieć synka.
-Mam dla ciebie niespodziankę-powiedział Ney. Kolejna niespodzianka dla mnie z jego strony. Może w końcu ja coś przygotuję dla niego? O i chyba wiem już co.
-Jaką?
-No wiesz niespodzianki polegają na tym, że się o nich nie mówi więc...-nie dałam mu dokończyć
-Więc nie możesz mi powiedzieć wiem wiem-pokazałam mu język. Resztę drogi odbyliśmy na śpiewaniu piosenek. Właściwie to Neymar śpiewał, bo ja nie znałam słów. Nigdy nie interesowałam się aż tak brazylijskimi artystami. Oczywiście poza Neymarem. Piosenki z kraju kawy słuchałam tylko dwóch wykonawców a mianowicie MC Guimê i Anitta. Tylko ich utwory znałam ale także nie wszystkie. Można powiedzieć, że mimo tego, że urodziłam się w Brazylii wcale się nie czuję jakbym stamtąd pochodziła. Zawsze moim domem była Polska i tamtejsze zwyczaje, piosenki czy historia. Byłam typową Polką. Nie zwracałam uwagi na to, że mój ojciec był Brazylijczykiem i to, że ja także jestem nią w połowie. Jestem Polką i tak zostanie do końca moich dni.
Kiedy dojechaliśmy pod dom Ney'a pomógł mi wysiąść z Audi i zaprowadził pod drzwi. Szłam pewnie przed siebie do salonu. Usłyszałam śmiech Rafy i jakiejś innej dziewczyny...

¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤

Tak jak mówiłam dziś dodaję kolejny rozdział :)
Mi się ona tak średnio podoba ale nie mi go oceniać. Piszcie w komentarzach co uważacie na ten temat. Może coś poprawić?
Chciałam Wam też bardzo bardzo podziękować za wszystkie miłe słowa na temat opowiadania. Bardzo mnie motywują do dalszego pisania ;*

Do następnego!

KOMENTUJESZ - MOTYWUJESZ